Recenzje

W ważnym życiu nie ma miejsca na nieważne sprawy

„Ile żab waży księżyc” Maliny Prześlugi, reż. Agata Kucińska, Wrocławski Teatr Lalek – pisze Kamil Bujny.

Co zrobiłbyś, poważny, dorosły człowieku, gdyby w Twoim życiu pojawił się nagle nieco irytujący, zadający bardzo wiele dziwnych pytań, młodzieniec, który skutecznie uniemożliwiałby Ci realizowanie bardzo ważnych spraw? Kazałbyś mu odejść? Może próbowałbyś uciec? Gdybyś miał służbę, jak Król, bohater pokazu, być może rozkazałbyś zabranie intruza, jednak – wyobraź sobie – i to nie przyniosłoby pożądanych rezultatów. Co robić w takiej sytuacji?

Wrocławskie „Ile żab waży księżyc” to przedstawienie zrealizowane w dwóch planach: żywym i lalkowym. Obie te perspektywy wzajemnie się dopełniają, mając przy tym nieco inne zastosowania – tam, gdzie trzeba przyśpieszyć z fabułą, pojawiają się lalki, tam, gdzie można skupić się na poszczególnej scenie, aktorzy. Przejścia między planami przebiegają bardzo płynnie, choć – mam wrażenie – same lalki niekiedy schodzą na drugi plan: widz skupia uwagę przede wszystkim na aktorach i niezwykle interesującej technice „malowania światłem”, za którą odpowiada Cloud Theatre. To nowoczesne i bardzo ciekawe działanie polega na tym, że w czasie rzeczywistym na oczach widza powstaje wirtualna scenografia – twórca rysuje na ekranie komputera różne elementy świata przedstawionego (m.in. gwiazdy, rakietę kosmiczną), które automatyczne pojawiają się w przestrzeni scenicznej. Choć takie działanie ma bez wątpienia charakter nowatorski, to w spektaklu Kucińskiej nie jest traktowane jako „popisówka” – zostało umiejętnie i płynnie wkomponowane w strukturę prezentacji. Wprawdzie przed realizatorami stało ryzyko przedobrzenia i przesadnej eksploatacji „żywego rysunku”, to ostatecznie znaleziono złoty środek – wykreowany świat okazuje się absolutnie kompletny i koherentny, niczego w nim nie ma za dużo, niczego też za mało: relacja między planem lalkowym a żywym wydaje się przemyślana i starannie poprowadzona, multimedialnej techniki nie użyto jako jedynego sposobu na zainteresowanie widza, a wszystkie kreacje aktorskie zostały odpowiednio wyraziście zrealizowane. Twórcom udało się utrzymać równowagę między poszczególnymi elementami, dzięki czemu spektakl pozbawiony jest ambicji bombardowania widza różnymi bodźcami i efektami specjalnymi.

W tekście Prześlugi reinterpretacji podlega romantyczny konflikt między duchem a rozumem, mickiewiczowskim „czuciem i wiarą” a „mędrca szkiełkiem i okiem”. Dramatopisarka zmienia oczywiście wymowę problemu, sprawiając, że jest on bardziej współczesny – w „Ile żab waży księżyc” kością niezgody między Chłopcem a Królem staje się z jednej strony racjonalizm (i – analogicznie – jego brak oraz jakaś forma rozmarzenia, dziecięcej niepowagi), a z drugiej różnica w pojmowaniu świata przez dorosłych i najmłodszych. Obie te postaci we wrocławskim spektaklu zdają się funkcjonować na zupełnie innych prawach i zasadach, jakby w innych rzeczywistościach – u monarchy wszystko jest raz na zawsze ustalone, każda rzecz odpowiednio zdefiniowana, a życie ma konkretnie i niezmiennie ustalony przebieg; nie ma w tej przestrzeni miejsca na płynność, niepewność czy relatywizm. Z kolei świat Chłopca rządzi się absolutnie odwrotnymi prawami – nie ma w nim niczego, co miałoby swój pewny kształt, co nie podlegałoby negacji. W tej perspektywie o wszystko – nawet o pozornie najbardziej oczywistą rzecz – można zapytać w duchu fenomenologii: „co to?”. Te wątpliwości niejako rozsadzają świat dorosłego – sprawiają, że wszystko to, co dotąd uchodziło za oczywiste i pewne, staje się boleśnie nieoczywiste i niepewne. Choć władca pragnie sądzić, że jego podwładni – którymi w tej realizacji teatralnej stają się widzowie – nie potrafią bez niego żyć, to prędko się okazuje – za sprawą „buntu” na widowni – że jest zgoła odwrotnie: oglądający prześcigają się w pomysłach, co są w stanie zrobić bez pomocy Króla. Ten, słysząc o samodzielności jego ludu, popada w rozpacz – nie tyle nawet przez demaskację jego fałszywych wpływów, ile przez uzmysłowienie sobie, że nie jest tak niezbędny, jak mu się wcześniej wydawało.

Tym, co w „Ile żab waży księżyc” wybrzmiewa najmocniej i co stanowi dla najmłodszych największą lekcję, to znaczenie dziecięcej ciekawości, zainteresowania światem, innymi ludźmi oraz sobą. To właśnie ciągłe zdumienie pozwala cieszyć się życiem, sprawiając, że każdy kolejny dzień wydaje się interesujący – można bowiem dzięki niemu patrzeć na świat jako na miejsce tajemnic, które należy nieustannie odkrywać. Choć w przedstawieniu wyraźnie skonfrontowano ze sobą rzeczywistość dzieci i dorosłych, to w finale jasno wybrzmiewa, że najwięcej można osiągnąć w porozumieniu. Uzmysławia to z jednej strony, jak istotna powinna być dla nas wszystkich współpraca, a z drugiej, że dobrze jest nie całkiem wydorośleć – w ten sposób można wygospodarować sobie przestrzeń do różnych – mniej lub bardziej poważnych – życiowych poszukiwań.

Agata Kucińska przygotowała bardzo ładne i przemyślane przedstawienie, które – choć pod wieloma względami nowatorskie i spektakularne – ujmuje widza czułością. Wprawdzie reżyserka korzysta z ogromnego potencjału „malowania światłem” w czasie rzeczywistym (wielkie brawa dla Cloud Theatre!), co sprawia, że pokaz od razu wydaje się niezwykły i nowoczesny, jednak udaje jej się nie zgubić w tym bogactwie inscenizatorskim aktorów i mądrości, która płynie z wystawianej historii. W repertuarze Wrocławskiego Teatru Lalek pojawił się spektakl, któremu trudno nie ulec – prezentacja czaruje, wzrusza, uczy i pokazuje, jak mądrze wykorzystywać w teatrze nowe technologie. Brawo!


Fot. Natalia Kabanow

Komentarze
Udostepnij
Tags: , ,