Recenzje

Walka

Joanna Przetakiewicz i bohaterki Ery Nowych Kobiet: #nie bałam się o tym rozmawiać. Historie bez retuszu. Ringier Axel Springer, Warszawa 2020 – pisze Izabela Mikrut.

Era Nowych Kobiet to ruch społeczny, o którym część odbiorczyń dowie się właśnie z publikacji „#nie bałam się o tym rozmawiać. Historie bez retuszu”. Książka ta jest zestawem opowieści o koszmarach, które mogą kobietom zgotować ich bliscy – i jednocześnie stanowi też akt odwagi, pokazuje, że nie wolno zamykać się w czterech ścianach z oprawcą i milczeć na temat tego, co się przeżywa. Joanna Przetakiewicz oraz kolejne autorki mniej lub bardziej szokujących wyznań w pośredni sposób namawiają zatem do buntu. Uczą samodzielności i dodają siły – różne kobiety odnajdą się w tych historiach, różne kobiety przekonają się, że nie wolno siedzieć cicho, kiedy dzieje się krzywda. Być może wyczulą się na niepokojące sygnały, przekonają się, że nie warto ufać bezgranicznie ukochanemu, za to – podszeptom instynktu jak najbardziej. Wiele problemów płynie tu przecież z bagatelizowania początkowych niepokojów i zagłuszania świadomości. Kobiety mają to do siebie, że chcą wierzyć, że zostały pokochane bezgranicznie i ich życie będzie odtąd bajkowe. Rozczarowanie przychodzi dość szybko.

W tomie znalazły się raczej standardowe tematy: są tu żony alkoholików, kobiety, które związały się z psychopatami, gwałcone, bite, krytykowane, pozbawiane poczucia własnej wartości, walczące z ciężką chorobą, wpadające w toksyczne związki, zdradzane, niekochane, poniżane. Niektóre mogą znaleźć wsparcie u przyjaciółek, inne walczą z całym światem, kiedy na przykład bardzo pragną mieć dziecko, a ich organizm odrzuca każdą ciążę. „#nie bałam się o tym rozmawiać” to książka dość ciężka pod względem zawartości – ogrom nieszczęść to przecież punkt wyjścia. Część pań jest porządnie doświadczana przez los i rodziny, u części łańcuch nieszczęść nie może się skończyć – inne same prowokują niebezpieczne sytuacje, bo podświadomie wikłają się w relacje wyniesione z domu a cechujące się wysokim stopniem toksyczności czy wręcz patologii. Tutaj każda z kobiet to inna przytłaczająca historia, podobny scenariusz: pogrążanie się w sytuacji, z której nie ma ucieczki, niebezpieczeństwo tam, gdzie powinien być zapewniony spokój. Omówienia są oczywiście redagowane i przez to dość do siebie upodobnione, liczy się przesłanie. A to powtarza się w każdym przypadku: kobiety muszą uwierzyć w siebie, zdobyć się na odwagę i zawalczyć o to, co im się należy i co powinny mieć zapewnione od początku. Jest zatem droga ucieczki z piekła jednocześnie drogą do wolności i do udanego życia. Bohaterki tomu mają dawać przykład innym kobietom – przekonywać, że warto dążyć do zmiany i nie godzić się na poniżanie. Liczy się tu siła nabywana wraz z doświadczeniami – ratunek w sobie (czasami też w przyjaciółkach). Budowanie – choćby za pomocą książki czy ruchu społecznego – samoświadomości pań to najlepsza droga do polepszania jakości ich życia.

Lektura „#nie bałam się o tym rozmawiać” nie podlega w zasadzie literackim kryteriom oceny – tutaj nie liczy się bowiem jakość samych tekstów, a przesłania, jakie z nich płyną. Ma się czasami wrażenie śledzenia wypisów z kolorowych czasopism (tych, które stawiają na podkreślanie problemów psychologicznych). Do tego w każdej historii pojawia się fachowy i krótki komentarz dotyczący sytuacji zaprezentowanej przez bohaterkę, żeby czytelniczki na pewno zrozumiały, jaką lekcję mają wynieść z rozdziału. To tom ważny nie przez dopracowania stylistyczne, a przez treść – jeśli pomoże kobietom uciec z patologicznych domów i unikać toksycznych związków – to znaczy, że jego istnienie na rynku ma sens.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,