Recenzje

Watykan nekro porn

O spektaklu „Śmierć Jana Pawła II” wg scen. Pawła Dobrowolskiego i Jakuba Skrzywanka w reż. Jakuba Skrzywanka z Teatru Polskiego w Poznaniu na 43. Warszawskich Spotkaniach Teatralnych pisze Reda Paweł Haddad.

Kontrowersyjny tytuł i temat. Czy teatr ma prawo sięgać do świata religii, czy tylko religia ma prawo korzystać z siły teatru? „Śmierć Jana Pawła II” to realistyczna rekonstrukcja ostatnich dni papieża Polaka. Odpowiednio geopolitycznie obsadzonego aktora historii, ale także, prawie jak u Moliera w „Chorym z urojenia”, aktora, który do końca musiał grać swoją rolę i umierał na scenie. Gdy dodamy do tego, że Karol Wojtyła był także aktorem w Teatrze Rapsodycznym Mieczysława Kotlarczyka, powstaje bardzo ciekawa intertekstualność nakładających się na siebie performatywnych ram.

Dance macabre po watykańsku

Kościół od zawsze „potrafi w teatr”, barokowy przepych budynków i inscenizacji, pieśni, procesje, sakralne rytuały, kostiumy, zapisany i wypowiadany w odpowiedni sposób tekst, wyraźny podział ról, świetna scenografia, dobro kontra zło, dramatyzm. Jest nawet „teatr partycypacyjny” w postaci chrztu, komunii, ślubu, pogrzebu, święceń mostów, autostrad i statków, czołgów, szkół, przedszkoli i… teatrów. Co jednak dzieje się gdy przemija czas jednej z ikon tego teatru, osoby bardzo przydatnej do formowania tożsamości milionów wiernych; w którym momencie Watykan powinien przestać wykorzystywać performance umierającego ciała do tworzenia perswazyjnego medialnego obrazu? Nasuwa się myśl o legendarnym Ludwiku Solskim (aktorze znanym m.in z roli Starego Wiarusa w „Warszawiance” Wyspiańskiego), który licząc dziewięćdziesiąt dziewięć lat nie miał już sił by wstawać z fotela, ale był obwożony po Polsce jako swojego rodzaju atrakcja. Gdzie powinno kończyć się używanie czyjegoś ciała i uszanowanie jego spokoju w odchodzeniu w śmierć? Kto o tym decyduje?

Świat jest teatrem, aktorami ludzie

Ludzie teatru są wtajemniczeni… rozumieją więcej, widzą zasłonięte, dostrzegają powiązania ukryte pod powierzchnią medialnego pozoru i niezauważalną grę na emocjach mas. Patrzą z dystansem na theatrum mundi. Dyrektor Teatru Polskiego w Poznaniu, dandys  i „enfant terrible” polskiego teatru, Maciej Nowak, nie boi się kontrowersyjnego tematu religii na scenie. Nie ogranicza się, jak większość artystów polskiego teatru do walki z „katolickim superego”, ale patrzy szerzej. Na inaugurację sceny, prowadzonego wtedy przez siebie Instytutu Teatralnego, zamówił performatywne czytanie-wykład „Mahomet albo Fanatyzm – Prorok” Woltera, w bieżącym repertuarze Teatru Polskiego znajdziemy przedstawienie „Extravaganza” o powstaniu nowej post-apokaliptycznej religii. W teatrze, w którym Maciej Nowak jest dyrektorem homo religiosus łączy się z homo spectator i na scenę wkracza hierofania.*

Ludzie teatru widzą więcej, bo rozumieją jak to jest zrobione

Tak samo jest w przedstawieniu Jakuba Skrzywanka, które zaskakuje wielka mocą realizmu. Naprawdę czujemy się, że zaglądamy za kulisy watykańskiego show agonii Karola Wojtyły. Bardzo ciekawa scenografia i światło Agaty Skwarczyńskiej, precyzyjnie-werystyczna gra aktorska, doskonałe światło, umiar i konsekwentna reżyseria, pozwalają nam uwierzyć w ten konterfekt watykańskich kulis. Ciekawa jest nienachalna dramaturgia Pawła Dobrowolskiego, nie narzucająca odpowiedzi, ale coraz głębiej wprowadzająca nas, wręcz niezauważalnie, w otchłań ważnych pytań. Zajmującym kontrapunktem są nagrane na video szczere i ciepłe wypowiedzi Poznaniaków o tym, co poczuli, gdy wiadomo było, że zbliża się to, co nieuniknione. Jednocześnie szkoda, że reżyser nie zdecydował się posadzić nas w kręgu (kwadracie, prostokącie) na scenie, żebyśmy mogli patrzeć z z góry i – przede wszystkim – z bliska na tę choreografię zbliżającej się nieuchronności, tak jak studenci medycyny obserwujący w auli szkolnej sekcję zwłok lub postaci z  „Lekcji anatomii doktora Tulpa” Rembrandta. Dopiero na spotkaniu z twórcami dowiadujemy się, że Michał Kaleta, odtwórca głównej roli, miał zaplanowaną każdą mikroekspresję, gest i stęknięcie. Może gdyby reżyser dał nam lornetki mielibyśmy okazję dostrzec pracę choreografki Agnieszki Kryst włożoną w to przedsięwzięcie. Rzut z kamery na ekran to za mało.

Historia umierania papieża to gotowy scenariusz

Jan Paweł II dla wielu stał się świętym bohaterem ich życia i uosobieniem dobra, dla innych materiałem do memów i dystansowania się od zabobonnej polskości. Dzięki twórcom Teatru Polskiego z Poznania figura papieża stała się dla nas czymś więcej, pytaniem o to czym jest etyka mediów, Watykanu, religii, ale także nas widzów. Czy chcemy oglądać to widowisko do końca? Czy zrobisz sobie selfie z truchłem „papieża”? Wiemy przecież, że to aktor i jednocześnie to już jest coś więcej niż tylko teatr. Skrzywanek zrobił przedstawienie w swoim stylu, intrygujące i nieoczywiste, przewrotnie połączył sacrum z profanum – zmusił nas do myślenia i czucia. Taki właśnie ma być dobry teatr, niewygodny, uwierający, wykonany na doskonałym poziomie rzemieślniczego i artystycznego kunsztu. Jest 21:37 gdy kończę pisać tę recenzję. A ty płakałeś po papieżu?

*Hierofania – objawienie się świętości, każde wtargnięcie sacrum w sferę profanum; kluczowy termin w teorii religii M. Eliadego.

fot. Magda Hueckel

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , ,