Recenzje

Wesołe jest życie wdowca!

O spektaklu „Wesoły wdowiec” Simona Mossa w reż. Mirosława Bielińskiego i Jarosława Rabendy w Teatrze TeTaTeT w Kielcach pisze Krzysztof Krzak.

Ma operetka „Wesołą wdówkę” Lehára, ma i teatr dramatyczny swojego „Wesołego wdowca” Simona Mossa, którego premiera odbyła się (po trzech pokazach przedpremierowych) nietypowo, bo w poniedziałek, 13 maja 2024 roku, w kieleckim Teatrze TeTaTeT. Sztukę, w tłumaczeniu Bogusławy Plisz–Góral, wyreżyserowali Mirosław Bieliński i Jarosław Rabenda.

Tekst Mossa powstał na motywach sitcomu „Tom, Dick & Harriet” Johnniego Mortimera i Briana Cooke’a. W Polsce prapremierowo zagościł w 2017 roku na scenie Teatru Kamienica w reżyserii Emiliana Kamińskiego, który zgodnie ze swoim zwyczajem, opracowując materiał literacki spolszczył go, przeniósł w realia naszego kraju, nadał bohaterom polskie nazwiska, a spektaklowi zupełnie niezgodny z oryginałem tytuł („Trzecia młodość Bociana”), dodał historyczne wydarzenia z dziejów Polski (na przykład stan wojenny), piosenki (na przykład „Gdybym miał gitarę” czy „Zielona wrona”), które sam wykonywał i grał główną rolę Jana Bociana, który przybywa do Warszawy z Królowego Mostu. W sumie powstało średnio udane przedstawienie, o czym można się przekonać, bo wciąż dostępne jest ono w Internecie.

Na szczęście twórcy kieleckiego „Wesołego wdowca” w Teatrze TeTaTeT pozostali wierni realiom zawartym w farsie Simona Mossa. Reżyserzy (Mirosław Bieliński i Jarosław Rabenda) poszli bardziej w stronę komedii niż farsy, unikając charakterystycznego dla tej ostatniej chaotycznego biegania krzyczących aktorów po scenie, trzaskania drzwiami, co nie znaczy bynajmniej, że spektakl ma ślamazarne tempo. To pozwoliło im bardziej skupić się na humorze i dowcipie wypływającym z błyskotliwych dialogów niczym chiński szampan, którym obficie raczą się bohaterowie. A głównym bohaterem jest niejaki Thomas Maddison, który niedługo po śmierci żony porzuca nudny żywot na angielskiej prowincji i przyjeżdża do Londynu, by – zamieszkawszy wraz z synem Richardem i jego małżonką Harriet – zakosztować rozkoszy (zwłaszcza tych nocnych) oferowanych przez stolicę, tym bardziej, że poprzednie trzydzieści lat spędził z ascetyczną w każdej sferze życia Agnes. Ono co prawda sporo kosztuje, ale kto by się tym przejmował w perspektywie otrzymania solidnego spadku po żonie, która właśnie mężowi (wydziedziczając uprzednio syna) zapisała swoje bogactwo. Tak przynajmniej sądzi wdowiec. Thomas pożycza pieniądze od syna i synowej, bo właśnie umówił się na kolację z piękną, młodą kobietą. Kolejne wybryki świeżo upieczonego wdowca wywołują szereg nieprzewidzianych acz zabawnych, czasem nerwowych, powodujących zaskakujące zwroty akcji i sytuacji życiowej bohaterów. Okrucieństwem byłoby opisywać ze szczegółami przebieg perypetii, odbierając tym samym przyszłym widzom smakowanie zaskakujących i zabawnych zwrotów akcji.

Atmosferę historii Thomasa Maddisona buduje scenografia Iwony Jamki, która na niewielkiej przestrzeni Małej Sceny Kieleckiego Centrum Kultury pomysłowo zmieściła aż pięć pomieszczeń, w których poruszają się postaci grane znakomicie przez całą obsadę „Wesołego wdowca”. Jarosław Rabenda, grający tytułowego bohatera na zmianę z Mirosławem Bielińskim, unika przerysowania czy karykatury, o co nie byłoby trudno w przypadku tego niemłodego już lowelasa ze skłonnościami do konfabulacji, manipulacji, kobiet i alkoholu. Ma przy tym ten urok, któremu ulegają kolejne niewiasty i… widzowie; Justyna Sieniawska bez pruderii wykorzystuje swoją atrakcyjną fizyczność podkreślaną ekskluzywnymi kostiumami  i seksowny głos o ciemnej, nieco matowej barwie, by jednocześnie wyraziście oddać zakłamanie i wyrachowanie Elaine Barker; Łukasz Oleś udanie pokazuje stłamszenie Richarda Maddisona przez ojca, do którego ma pretensje z okresu dzieciństwa i żonę wymagającą od niego zajęcia radykalnego stanowiska wobec zaistniałej sytuacji, a do tego zmagającego się z niemożnością znalezienia odpowiedniej modelki do reklamy zamówionej przez klienta; Ewelina Gnysińska z dość jednowymiarowo napisanej postaci Harriet Maddison potrafiła wydobyć inne emocje, niż wywołująca złość niechęć do teścia; Magda Szczepanek subtelnie i prawdziwie pokazuje ewolucję Sharon Duckworth z szarej myszki do pewnej swojej wartości kobiety, zaś Teresa Bielińska jako Agata Duckworth, którą gra wymiennie z Ewą Pająk udowadnia, że jak się ma talent i charyzmę, to nawet krótkie pojawienie się na scenie można uczynić zapadającym w pamięć.

„Wesoły wdowiec” w reżyserii Mirosława Bielińskiego i Jarosława Rabendy w Teatrze TeTaTeT w Kielcach ma wszelkie szanse nadać tej sztuce nową „młodość” i zapoczątkować jej marsz przez sceny polskich teatrów.

Fot. DRUVA PHOTOGRAPHY, Waldemar Szymczak / mat. teatru

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , ,