Recenzje

widz_trebicki(nie)poleca: „Niemy kelner”

O spektaklu Kompanii Teatralnej „Niemy kelner” Harolda Pintera w reż. Wojciecha Malajkata w Teatrze Imka w Warszawie pisze Robert Trębicki.

W ponurym opuszczonym magazynie, który w dalszej części przedstawienia okaże się modnym loftem z restauracją, na krześle siedzi zmaltretowany człowiek. Dwóch typów robi sobie z niego żarty, obraża go, poniża, wylewa wodę z kubka na twarz, opluwa, a w pewnym momencie bez słowa zabija strzałem z rewolweru. No, pomyślałem sobie, taki początek, to dopiero teraz będzie się działo. Niestety, dalej działo się już bardzo niewiele.

Przez ponad godzinę jesteśmy świadkami mało interesujących i zupełnie nieciekawych rozmów. O kryminalnych wiadomościach w gazecie, o zepsutej spłuczce w toalecie, o dywagacjach na temat czajnika, który nie wiadomo czy się „zapala” czy „nastawia” – tu następuje niby zabawna, choć kompletnie idiotyczna, gra słów, bo jeden z oprychów nazywa się Gas… I kolejne dialogi pełne pytań: Czy właśnie w Birmingam grała ta drużyna piłkarska? I czy byli na tym meczu? Gdzież to będąc w szkole zakopali jakieś ważne wspólne rzeczy? Czy obok rosły cedry czy tuje? Co do jedzenia jeden z bohaterów ma w walizce? Czemu nie da się zrobić herbaty?…  Rozmowy kompletnie o niczym i w sumie nie wiadomo w jaki sposób odnoszące się do niejasnego i zupełnie niezrozumiałego przekazu przedstawienia.

W pewnym momencie okazuje się, że duża rura biegnąca przez środek lokalu to winda do zamawiania dań w restauracji. Tylko o co chodzi w przychodzących zamówieniach i wysłaniu „na górę” krakersów i sernika – tego nie rozwikłałem. Jest jeszcze tajemniczy głos z głośnika, ale kompletnie niezrozumiały – może mówił w jakimś murzyńskim narzeczu i właśnie to miało być zabawne. Ale widzowie na tym też raczej się nie poznali. Zdecydowanie głośniej reagowali na wszelkie przekleństwa, których w tekście nie brakuje. No i jeszcze w momencie, gdy jeden z oprychów ma odruchy wymiotne, gdy drugi słucha w radiu operowych arii. Poza tym  na widowni panował marazm, nuda i ogólna śpiączka.

Niestety, gra aktorska Piotra Szwedesa i urok osobisty Mikołaja Roznerskiego w żaden sposób nie ratują tego niezbyt często granego tekstu Pintera, któremu jednak tym razem zabrakło braku pomysłu na opowiedzenie frapującej i nie wiadomo po co aż tak zagmatwanej historii. Ciągłe niedopowiedzenia i budowanie na tym poetyki dramatu wszystkiego nie załatwią. Ze sceny wieje nudą i kompletnym niezrozumieniem tego, co twórcy chcą widzowi powiedzieć. Oczywiście domyśliłem się, że obaj bohaterowie są zabójcami na zlecenie. Tylko  po co i dlaczego tak sobie życie układają nie dowiedział się nikt. W finale jeden strzela do drugiego, ale przyczyny takiej reakcji też są niejasne. Ot, strzelił i wyszedł. Z walizką pieniędzy czy niezaparzonej herbaty?

Pomimo wielkich starań aktorskich dramat Pintera nie zdołał się obronić. Wyjazd do dalekiej Imki trudno zatem uznać za udany.

fot. mat. teatru

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , ,