Recenzje

widz_trebicki(nie)poleca: „Simona K. Wołająca na puszczy”

O monodramie „Simona K. Wołająca na puszczy” Piotra Rowickiego w reż. Anny Gryszkówny w Promie Kultury w Warszawie pisze Robert Trębicki.

Teatr bywa niekiedy wymagający. Przynajmniej ten, który staram się oglądać. I to bardzo dobrze. Kilka dni temu zmusił mnie, po spektaklu w Teatrze Narodowym, do obejrzenie filmu z Barbara Krafftówną w roli głównej, a dziś po przedstawieniu w Promie Kultury na Saskiej Kępie do głębszego wejrzenia w biografię Simony Kossak. Tak, tej z tych Kossaków, co konie malowali. Tej, która została legendą puszczy, co to ze zwierzętami rozmawiać potrafi. Niezłomnej obrończyni przyrody, czarownicy. Persony.

Agnieszka Przepiórska zrobiła na temat polskiej biolożki kolejny monodram w swej teatralnej karierze i znów mnie zachwyciła. „Simona K. Wołająca na puszczy” to kolejny powód, dla którego wprost wielbię aktorstwo tej artystki. Kolejne znakomite dzieło, które powstało tym razem, nie pozwala nawet na chwilę oderwać oczu od tego, co dzieje się na scenie. Kąśliwe uwagi na temat scenografii (podejrzewam, że brak ich w scenariuszu), przekleństwa, z którymi aktorce tutaj tak „do twarzy” czy uroczy akt seksualny w szuwarach powodują, że Panią Agnieszkę mógłbym na scenie oglądać godzinami. Historia jest pod względem narracyjnym poprowadzona nienagannie i płynie z takim impetem, że nie daje widzowi chwili wytchnienia. Niestety, spektakl trwa tylko niewiele ponad godzinę, a wachlarz aktorskich emocji pokazanych w tym czasie mógłby obdzielić niejedną warszawską scenę teatralną.

Monodram, co prawda, zagrany został w klubie kultury, ale jakość sceny, a przede wszystkim poziom zaangażowania widowni, pozwalają zaliczyć Prom Kultury do kolejnej w pełni profesjonalnej, bodaj pięćdziesiątej którejś, sceny teatralnej w stolicy. Na Saskiej Kępie panuje wspaniała atmosfera, widzowie nie zapominają o wyłączeniu telefonów komórkowych, rozmawiają z nieznajomymi o spektaklach w innych teatrach, do tego są wygodne fotele i dobra słyszalność, pozwalająca grać aktorom bez mikroportów. Publiczność po spektaklu, na spotkaniu z autorką książki o słynnej Simonie –  Anną Kamińską, i samą Agnieszką Przepiórską, nie bała się zadawać pytań, a cała dyskusja przerodziła się w bardzo sympatyczną rozmowę, która z powodu baraku czasu musiała zostać w pewnym momencie przez dyrekcję przerwana. A szkoda.

Jeszcze raz chciałbym powtórzyć, że jestem absolutnym fanem aktorstwa Agnieszki Przepiórskiej, niezwykle cenię jej umiejętności i talent, dlatego bez zdziwienia przyjąłem pojawienie się jej nazwiska w tegorocznym Subiektywnym spisie aktorów teatralnych Jacka Sieradzkiego przy haśle „Mistrzostwo”.  To prawda, aktorska aktywność Przepiórskiej zasługuje na najwyższe podium. Po znakomitych rolach w „Żeby nie było śladów” w Teatrze Polonia, świetnym „dogadaniu się” ze studentami w „Śmiesznych miłościach” w Teatrze WARSawy, po genialnych monodramach „Tato nie wraca” czy wzruszającym i moim ukochanym „…i będą święta”, kolejny spektakl tylko potwierdza mój wciąż nie malejący zachwyt i uwielbienie. W „Simonie K. …” było tak samo znakomicie jak w poprzednich monodramach –  dramaturgicznie, emocjonalnie i aktorsko. Spektakl wyreżyserowany prze Gryszkównę przygotowany został na objazd, dlatego warto spojrzeć na repertuary teatrów  i domów kultury w swoich miastach – może i Państwo będziecie mieli możliwość obcowania z wielką sztuką.  Bo to, co robi na scenie Agnieszka Przepiórska trzeba zobaczyć koniecznie.

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , ,