Recenzje

widz_trebicki(nie)poleca: VANITAS

O spektaklu „Vanitas” Valérie Fayolle w reż. Macieja Englerta w Teatrze Współczesnym w Warszawie pisze Robert Trębicki.

Szanowany w mieście ojciec, polityczna figura, były poseł, czuje, że wkrótce pożegna się ze światem, więc wzywa swoje dzieci, które od lat są ze sobą skłócone i stawia im warunek: natychmiastowa zgoda. Jeśli tego nie zrobią, potężny spadek trafi do znanego z dzieciństwa towarzysza zabaw, chłopaka z sąsiedztwa, którego ojciec zabierał na wakacje… Tylko dlaczego? – dlaczego zabierał czy dlaczego chce mu zostawić spadek?

No cóż, już sam tytuł „Vanitas” określa, że będziemy mieli do czynienia ze sprawami dotykającymi aspektów śmierci. Plakat również nam to wyraźnie sugeruje. Poprowadzony lekką ręką reżysera Macieja Englerta spektakl wciąga, choć jest absolutnie przewidywalny, albowiem z każdą kolejną rozmową dostajemy porcję faktów z przeszłości zdumiewających bohaterów, które rzucają cień na wyobrażenia o praworządnej, nieskazitelnej rodzinie – wszystko to, co słyszymy w prosty sposób naprowadza nas na rozwiązanie całej tej sytuacji. Dlatego nie do końca jest zaskakujące to, kiedy dowiadujemy się, że sprawcą tych przedziwnych zdarzeń z przeszłości okazuje się…. No tak, ale więcej powiedzieć nie mogę, bo zepsułbym tylko zabawę widzom, którzy zdecydują się spektakl obejrzeć. A obejrzeć trzeba, bo oprócz spodziewanej intrygi czy zasługującego na uwagę pomysłu zwykłej zmiany świateł przy przeniesieniu akcji do kolejnych pomieszczeń, mamy do czynienia z bardzo dobrą grą aktorską całego zespołu, z mistrzowskim popisem Marty Lipińskiej na czele, która znakomicie zagrała objawy starości ze wszystkimi jej ułomnościami, utratami pamięci czy urojeniami. Znakomita aktorka raz śmieszy, raz wzrusza i ani przez chwilę nie jest widzowi obojętna. Zdecydowana gra Marty Lipińskiej powoduje, że wszyscy protagoniści mocno się angażują w potrzebę niesienia pomocy i zrozumienia starej matki. W kreacjach pozostałych postaci jest wrażliwość i duża dawka aktorskiej wiarygodności. Monikę Pikułę, Mateusza Króla i Szymona Mysłakowskiego, grających rodzeństwo, doskonale pamiętam z fenomenalnego przedstawienia „Gdybym cię nie poznał”, w którym imponowali podobnym tonem subtelności, umiaru i taktu.

Było kilka momentów podczas trwania spektaklu, które przyjąłem ze zdziwieniem, jak choćby brak internetu u jednego z bohaterów, zmuszonego szukać sygnału aż w ogrodzie, podczas gdy pozostałe rodzeństwo bez problemu „łapie” wi-fi w domu, czy poszukiwanie rzeczy w ciemnej, głębokiej skrytce przy pomocy latarki przez jednych i bez niej przez drugich. Ale są to oczywiście drobiazgi, dlatego nie mają większego wpływu na odbiór tej sympatycznej, czarnej komedii, którą na pewno warto zobaczyć. Zwykły widz zapewnia, że śmiechu podczas tego wieczoru nie zabraknie, dlatego gorąco wizytę w warszawskim Współczesnym poleca.

fot. Marta Ankiersztejn

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , ,