Zapowiedzi

„Wielka sława to żart”. 100. urodziny Jacka Nieżychowskiego, założyciela Operetki Szczecińskiej

Dziś, dokładnie w setną rocznicę urodzin Jacka Nieżychowskiego, założyciela i pierwszego dyrektora Operetki Szczecińskiej, na której fundamentach powstała Opera na Zamku, na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie, na którym jest pochowany zabrzmiała aria „Wielka sława to żart” z operetki „Baron cygański” J. Straussa.

Rodzina Jubilata opowiadała rodzinne anegdotki, wspominając jego pogodne podejście do życia i poczucie humoru. Tym wyróżniał się „Graf von Habe Nichts” (Hrabia Nie Mam Nic), który rozsławił Szczecin na całą Polskę w smutnych latach siermiężnego PRL-u. Chciał dawać ludziom radość i taką też na pewno chciał widzieć dzisiejszą uroczystość, podczas której słowa: „Dziękuję, Jacku” przeplatały się z zabawnymi wspominkami. Poniżej niektóre z nich.

Jacek Jekiel, dyrektor Opery na Zamku:

Dziś 100-lecie urodzin wielkiego szczecinianina, wielkiego Polaka, człowieka, który szczególnie naszemu miastu sprawił dużo radości, niespodzianek, ale i zbudował wiele trwałych fundamentów kultury. Stworzył dzisiejszą Operę na Zamku, dał nam dwie edycje Festiwalu Młodych Talentów, był wybitnym aktorem. Człowiek o wielkim sercu, wysokiej kulturze; możemy z niego czerpać garściami i będziemy to robić do końca świata, jak mówi Jurek Owsiak i jeden dzień dłużej. Jacek Nieżychowski przy wszystkich swoich osiągnięciach był też człowiekiem bardzo pogodnym, bezpośrednim, łamał wszelkie bariery. To ogromny dar. Wszystko, co robił, było nowatorskie i niepowtarzalne, i jak Szczecin długi i szeroki powinniśmy dumni, że zamieszkał w 1947 roku właśnie tutaj, choć mógł wybrać tysiąc innych miast.

Tomasz Nieżychowski, syn:

Tata miał wspaniałe podejście do nas, do dzieci. Gdy miałem 7 lat i przyłapał mnie na paleniu papierosów, to posadził mnie w swoim gabinecie, nie beształ, nie sprał, tylko poczęstował kolejnym, piekielnie mocnym i powiedział: „Gdy będziesz chciał zapalić, przyjdź, zapalimy razem”. Potem już nie zapaliłem papierosa bardzo długo.

Gdy się wygłupialiśmy z moją ówczesną narzeczoną i szwagrem, jadąc nową Syreną taty, w trójkę z przodu, jedna osoba hamowała, druga przyspieszała, trzecia miała sprzęgło. Całe miasto przejechaliśmy. Jak palnęliśmy w ogrodzenie do dużego ogrodu, gdzie był mini-golf, to skróciliśmy Syrenę o pół metra. A tata siedział i jadł obiad. Wyjrzał przez okno, zapytał, co się stało i skwitował: „Aha, napraw, to blacha, wyklepie się”.

Aleksandra Nieżychowska-Stankiewicz, córka:

Kochał jajka na miękko: łyżeczka masła i łyżeczka jajka. Nie lubił jajecznicy. Kiedyś go zapytałam, dlaczego? A on odpowiedział: „A powiedz, jak mam odkryć, z ilu oni jajek robią tę jajecznicę? Nie będę tego zamawiał”.

Gdy w ostatnich latach leżał na oddziale kardiologii, to powiedział lekarce: „Wiem, dlaczego tylu ludzi tu umiera. Bo to jedzenie jest tak podłe, że umierają z głodu. Zrobię pani kartę, jak należy żywić pacjentów. Brak masła!” I nigdy nie miał podwyższonego cholesteroli, myśmy mieli – on nie.

***
Jacek Nieżychowski

Człowiek wielu talentów i ogromnej pracowitości, związany z muzyką, sceną oraz działalnością artystyczną, niezwykle oddany kulturze i sztuce. W ciągu swojego aktywnego życia był – uwaga! bardzo długa lista – aktorem, kabareciarzem, pieśniarzem, przedsiębiorcą, literatem, dziennikarzem, publicystą, nauczycielem, organizatorem imprez artystycznych, reżyserem, dyrektorem teatru muzycznego, urzędnikiem, nauczycielem i dyrektorem szkoły, znawcą żeglugi, szefem browaru, miłośnikiem big-beatu, tenisistą, kucharzem, brydżystą, społecznikiem, menadżerem kultury. To postać niezwykle barwna i zasłużona dla kultury Szczecina.

Życiorys Jacka Nieżychowskiego jest przebogaty. Hrabia z rodowodem sięgającym XIV w., urodzony w Wielkopolsce, w ziemiańskiej rodzinie herbu Pomian. Zwykł mawiać o sobie Graf von Habe Nichts, okazując dystans do siebie i szlacheckiego pochodzenia. Odebrał staranne wykształcenie. Także artystyczne. Razem z jedną z sióstr Barbarą śpiewu uczył się m.in. u Ady Sari. Oboje byli później solistami Operetki Śląskiej. Wojnę spędził w Małopolsce, był członkiem AK. Po wojnie rodzina utraciła majątek, a Jacek Nieżychowski z żoną i dziećmi osiadł w Szczecinie. Jak mówił, wybrał to miasto, ponieważ było daleko od Warszawy. Zanim tu dotarł, przez pewien czas był szefem browaru u cystersów w małej wsi między Krakowem a Nowym Sączem.

W Szczecinie był jednym z pionierów, budując m.in. życie kulturalne miasta. Pracował w Urzędzie Morskim, Wyższej Szkole Ekonomicznej i Technikum Eksploatacji Żeglugi i Portów, gdzie początkowo był nauczycielem, a później dyrektorem. Na kilka lat wyjechał do Gliwic, tu śpiewał w Operetce Śląskiej. Jednocześnie uczył się aktorstwa, zdał egzamin eksternistyczny i został zawodowym artystą scen muzycznych. Powrócił do ukochanego Szczecina i zaangażował się w powołanie do życia Towarzystwa Miłośników Teatru Muzycznego, a wkrótce i samego teatru. To jego uporowi, zapałowi i niezwykłej energii miasto zawdzięcza swój pierwszy powojenny teatr muzyczny – Operetkę Szczecińską, której był założycielem i pierwszym dyrektorem, a także kierownikiem artystycznym i śpiewakiem. Mówiono o nim, że jest najdowcipniejszym dyrektorem operetek.

25 stycznia 1957 r. w wynajętej sali Domu Kultury Zjednoczenia Budownictwa Miejskiego przy ul. Bohaterów Warszawy miała miejsce pierwsza premiera muzycznego przedstawienia. Była to operetka Lehara „Kraina uśmiechu”. Kostiumy, scenografię i artystów wypożyczono z Gliwic, orkiestrę ze szczecińskiej filharmonii, chór i balet rekrutowano z gazetowych anonsów. Braki w scenografii Nieżychowski uzupełnił własnymi meblami przywiezionymi z domu.

Po sukcesie premiery Jacek Nieżychowski uzyskał i zaadaptował na teatr dawną salę gimnastyczną Milicji Obywatelskiej przy ul. Potulickiej. Skromny lokal w dość nieciekawym wizualnie rejonie miasta stał się siedzibą teatru na ćwierć wieku.

Pasją Nieżychowskiego był brydż – w latach 50. należał do kadry i brał udział w zawodach. Uwielbiał grać w tenisa, przez kilka lat przewodniczył Sekcji Tenisa Ziemnego i przyczynił się do odbudowy kortów tenisowych przy al. Wojska Polskiego, a później prowadził na ich terenie artystyczną kawiarenkę Tenisowa z własnym kabaretem. Był miłośnikiem big-beatu. To on ściągnął do Szczecina zespół młodzieżowy Czerwono-Czarni i zorganizował na początku lat 60. słynny Festiwal Młodych Talentów, od którego zaczęła się wielka kariera takich gwiazd, jak m.in. Czesław Niemen, Karin Stanek, Helena Majdaniec, Halina Frąckowiak, Tadeusz Nalepa i Ada Rusowicz. Dzięki niemu Szczecin stał się kolebką muzyki młodzieżowej, a festiwale, których był pomysłodawcą, dokonały pokoleniowej zmiany w polskiej muzyce rozrywkowej. Podobno sam Gomułka złościł się na propagowanie „zachodniej” muzyki w Szczecinie.

Pociągało go aktorstwo. Zagrał jedną z głównych ról w muzycznej komedii „Kochajmy syrenki”, wystąpił w kilku filmach i serialach, m.in. w „Lalce”, „Polskich drogach”, „Milionie za Laurę” i „Przygodach dobrego wojaka Szwejka”. Z racji postury i szlacheckiego pochodzenia reżyserzy obsadzali go w roli panów. Tworzył i reżyserował popularne programy estradowe, do których angażował znanych aktorów, jak Bogumił Kobiela, Maria Koterbska i Hanka Bielicka. Występował na koncertach, w spektaklach telewizyjnych i kabaretach. Dzięki jednemu z nich, Silnej Grupie pod Wezwaniem, stał się artystą kabaretowym rozpoznawalnym w całym kraju. Grupa powstała w drugiej połowie lat. 60, założyli ją Tadeusz Chyła i Kazimierz Grześkowiak, a współtworzył Jacek Nieżychowski. W wymyślaniu nazwy, tekstów i szaty graficznej pomagał artysta plastyk Jerzy Duda-Gracz. Jako muzyk dołączył Andrzej Zakrzewski, potem pojawił się Krzysztof Litwin, który zastąpił Chyłę, grał też Włodzimierz Nahorny. Grupa była fenomenem w skali kraju, szybko zdobyła uznanie, cała Polska śpiewała ich utwory. Przez kilka lat kabaret koncertował w całym kraju, występował na festiwalach w Opolu, zdobywał nagrody. Wspólnie z Marylą Rodowicz Silna Grupa pod Wezwaniem otwierała X Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w RFN. Po zawieszeniu działalności grupy przez władze z powodu nieprzyzwoitego wierszyka Nieżychowski nadal działał w branży rozrywkowej. Jak mówił, skandal ten był najlepszą reklamą dla kabaretu. Założył Tercet na Luzie z udziałem Elżbiety Jodłowskiej, Tadeusza Drozdy oraz Władysława Komara, sportowca i przyjaciela. Później współpracował z Andrzejem Rosiewiczem, występując na festiwalach w Opolu i Sopocie, m.in. z popularną piosenką „Bzz, bzz, bzz”. Miał też własny zespół, z którym koncertował w Stanach Zjednoczonych.

Lata 80. i 90. spędził na emigracji w Chicago. Pisał artykuły w prasie polonijnej, prowadził z żoną program radiowy. Po powrocie do kraju osiadł w Świnoujściu, gdzie pisał felietony, m.in. do „Twojego Stylu”, i zajął się kolejną pasją – sztuką kulinarną. Był koneserem oraz znawcą dobrego jedzenia. Do ziemiańskich korzeni i dzieciństwa spędzonego w wielkopolskim dworku powrócił w książce kucharskiej Kuchnia ziemiańska. Błogosławione cztery pory roku.

Jacek Nieżychowski jest niewątpliwie jedną z najważniejszych postaci życia kulturalnego powojennego Szczecina. Wszystkiemu, co tworzył, towarzyszyła ogromna pasja, oddanie, miłość i nieodłączne poczucie humoru.

Bibliografia do biogramu:

M. Stankiewicz, „Silny człowiek pod wezwaniem”, „Prestiż”, 06.2009.

K. Pohl, „W krainie czaru i uśmiechu, czyli dwie dekady teatru muzycznego na Potulickiej”, Opera na Zamku 2018.

M. Osajda, „Artysta życia”, „Kurier Szczeciński” 30.11.05, Encyklopedia teatru polskiego – encyklopedia internetowa 2024.

I. Poczopko, A. Zdanowicz, „Pan Jerzy Jacek Nieżychowski. Graf von Habe Nichts”, TVP3 2005.

M. Gaszyński, „Jacek Nieżychowski”, „Jazz Forum” 2009.

fot. Andrzej Szkocki

Komentarze
Udostepnij