Recenzje

Współczesny człowiek w starciu z kultem sukcesu

O spektaklu „Śmierć komiwojażera” Arthura Millera w reż. Radka Stępnia z Teatru Wybrzeże w Gdańsku na III Kieleckim Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym pisze Katarzyna Wnuk.

Jednym ze spektakli zaprezentowanych podczas trzeciego Kieleckiego Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego jest „Śmierć komiwojażera” w reżyserii Radka Stępnia. To bardzo trafny wybór, ponieważ mimo iż sztuka Arthura Millera powstała przeszło 70 lat temu, to jej przekaz pozostaje dziś niezwykle aktualny.

Williama Lomana poznajemy w trudnym dla niego momencie. Mężczyzna całe swoje życie poświęcił pracy w jednej firmie i chociaż nadal podróżuje dla niej po całym kraju, to za swój wysiłek nie otrzymuje już żadnej zapłaty. Brak środków finansowych niezbędnych do pokrycia bieżących wydatków, konieczność ciągłego pożyczania pieniędzy bez wiary w możliwość przyszłej spłaty długów oraz pogarda ze strony młodego pracodawcy sprawiają, że William pogrąża się w depresji. Na domiar złego zawodowa porażka nie jest jego jedynym problemem.

Jedną z osi spektaklu stanowi bowiem konflikt pomiędzy Lomanem i jego synem. Trzydziestoparoletni Biff nie ma stałej pracy ani żadnych kwalifikacji, a co gorsza nic nie wskazuje na to, żeby jego sytuacja życiowa miała się wkrótce zmienić. Młodzież określiłaby go jednym słowem: przegryw. Początkowo można odnieść wrażenie, że wszystko sprowadza się do rozczarowania ojca nieudolnością i nieodpowiedzialnością potomka oraz niechęcią Biffa do ciągłego wysłuchiwania wymówek. Z czasem wychodzi na jaw, że prawdziwym źródłem animozji jest tutaj czyn, którego przed laty dopuścił się William podczas podróży służbowej. Jednak wbrew przypuszczeniom starszego Lomana syn za przyczynę swoich życiowych problemów uważa nie tamto zdarzenie, ale fakt, że ojciec wpoił mu fałszywe przekonanie o własnej wyjątkowości.

Właśnie to przeświadczenie stanowi wspólny fundament porażki, której ci dwaj mężczyźni doświadczają w zmaganiach z kapitalistycznym światem. Warto bowiem zauważyć, że Williamowi zatrudnienie u majętnego przyjaciela jawi się jako bardziej uwłaczające niż trwanie przy pracy, za którą nie otrzymuje należnego sobie wynagrodzenia. W trudnych chwilach ratunkiem stają się dla niego urojone rozmowy z bratem, postrzeganym jako człowiek sukcesu, o którym sam marzy.

Wybór przez młodego reżysera tej właśnie sztuki nie dziwi, ponieważ współczesny świat pełen jest obu Lomanów. Prawie każdy spotkał w życiu starszego człowieka, który mimo zawodowego doświadczenia nie ma szans w pojedynku z młodymi i sprytnymi, a na dodatek często bezwzględnymi konkurentami. Nie brak też ludzi młodych, którzy tak jak Biff nie potrafią znaleźć swojego miejsca w świecie, rozdarci pomiędzy wpojonymi aspiracjami a niechęcią do uczestnictwa w wyścigu szczurów. Nawet jeśli mają oni jakieś marzenia, to nie potrafią ich zrealizować. W starciu z przeświadczeniem o własnej wyjątkowości i kultem łatwego sukcesu więcej osób ponosi porażkę niż sukces.

Pierwszej części spektaklu towarzyszy minimalistyczna, a jednocześnie realistyczna scenografia, ponieważ kilka mebli wystarczyło Elizie Gałce do zbudowania na scenie mieszkania Lomanów. W drugiej połowie pozostaje z nich jedynie stół z krzesłami, który przestaje być własnością rodziny Williama, przeobrażając się w element wyposażenia kolejnych miejsc akcji. Uwagę przyciągają natomiast wiszące nad głowami bohaterów przewody, które mogą symbolizować zarówno wzajemne powiązania pomiędzy ludźmi czy zdarzeniami, jak i zagmatwane sprawy, trudne do wyprostowania ścieżki.

Istotną zaletę stanowi również gra aktorska, szczególnie wcielającego się w tytułową postać Mirosława Baki. Wykreowany przez niego William Loman równie łatwo wpada w złość, jak i euforię, a nagłe zmiany emocjonalne wypadają u niego bardzo wiarygodnie. 

fot. Dominik Werner

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , ,