Recenzje

Wszystko jest teatrem

O spektaklu „Zaproszenie” w reż. Anny Karasińskiej w Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie pisze Monika Oleksa.

Anna Karasińska w krakowskiej Łaźni Nowej wystosowuje do nas Zaproszenie – premierowy set odbywał się od 2 do 4 lutego.

Fachowcy zajmujący się komunikacją i językiem wiedzą dobrze: niewiele jest tak skutecznych metod, aby nasz interlokutor zaczął mówić, jak milczące wpatrywanie się w niego. Tak też robią postaci z nowego projektu Anny Karasińskiej: troje opiera się o barierki, które oddzielają od nich widownię, czwarta siedzi w kucki na scenie. Widownia zapełniła się powoli, wreszcie zamykają się drzwi, zapada cisza i… nic. Wpatrują się w nas, my patrzymy na nich, wraz z przedłużającą się ciszą kolejni widzowie poruszają się z wyczekiwaniem, może lekką konsternacją. Jedna z dziewczyn przerywa ciszę grając nogą o barierkę, irytujący dźwięk słychać na całej widowni. Publiczność milczy, tylko zwiększa się liczba wiercących się. Z zewnątrz, nagle, głośno słychać muczenie krowy, ryk lwa i inne zwierzęce głosy, a chłopak, ku uciesze widowni (to pierwsza tak wyraźna reakcja) wykonuje do nich  pantomimę. Aktorzy schodzą ze sceny. Odprężona rozglądam się dyskretnie – widzowie, którzy tym razem mają być uczestnikami performansu, dzielą się mniej więcej na trzy grupy: tak jak ja zadowolonych i odprężonych, zdziwionych, wręcz skonsternowanych oraz na tych, którzy najchętniej by wyszli. Żadną miarą nie podejmę się określenia, która grupa dominuje, szczególnie, że będzie się to zmieniało w trakcie tego teatralnego doświadczenia.

Zostajemy zaproszeni do przejścia za kulisy, jest coś magicznego, wręcz kontemplacyjnego w obecności nie – aktorów w tej części teatralnej przestrzeni. Podobnie, jak na scenie, mamy tu pustą przestrzeń, bo przecież ten minimalizm ma skłonić wszystkich na skupieniu się na sobie, na innych.

magiczne gdyby

Pojawiająca się dziewczyna najpierw pyta kim jestem? gdzie jestem? Ważnym momentem jest ten, w którym pyta kim jesteś? gdzie jesteś? Jeszcze mocniejsza jest wypowiedź o roli wyobraźni – możemy wyobrazić sobie, że to kosmos. Nawet pasuje, bo na suficie umieszczone są różnego kształtu i koloru reflektory; może są planetami? Dla mnie to przełomowy moment, WYOBRAŹ SOBIE jest tu zaklęciem, zaproszeniem do wspólnego rytuału uruchamiającego jeszcze bardziej naszą indywidualną i zbiorową wyobraźnię. Tak czy inaczej przedstawienie wprowadza widza w proces wychodzenia ze strefy komfortu, z reguł codziennego życia, a tutaj mamy jeszcze wprost wyrażone życzenie uruchamiające wyobraźnię, czyli wszystko to, co niewidzialne (to hasło przewodnie dla autorki w tym projekcie). Co się stanie jeśli połączyć je z wcześniejszym pytaniem kim jestem? gdzie jestem? Jestem obserwatorem? Uczestnikiem? Kimś innym? Drugie pytanie pozwala na wiele więcej, bo skoro ta przestrzeń może być kosmosem, to może też być wnętrzem tatrzańskiej Jaskini Mylnej? (nazwa nieprzypadkowa), może nicością, pustką w której pogrążali się  egzystencjaliści i wielu po nich? Richard Schechner, profesor performatyki, wybitny teoretyk i praktyk mówi o magicznym gdyby. Wg jego teorii warsztat, którego do tej pory doświadczyliśmy to faza przejściowa, a w tym momencie każdy podejmie decyzję: otworzę się na to doświadczenie, przestanę krępować wyobraźnię, czy nie?

widzialne i niewidzialne

Anna Karasińska, znana i ceniona twórczyni (ostatnio jej spektakl Łatwe rzeczy, który powstał na deskach Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie, otrzymał Grand Prix Boskiej Komedii 2022) mówi jednoznacznie o swej twórczej intencji: W trakcie pracy skupiam się przede wszystkim na tym, czego doświadczyć ma publiczność i jak to osiągnąć. Moje prace nie są spektaklami ani przedstawieniami, raczej wydarzeniami rozgrywającymi się tu i teraz. Reżyserka zaangażowała aktorów, którzy nie są zawodowo związani z teatrem: Kiryllosa Aleksandrova, Sarę Goworowską, Annę Grąbczewską i Amelię Śliwę, brak profesjonalistów niwelować miał jeszcze bardziej  barierę aktor-widz.

Faza mimetyczna, tzn. odegranie roli zaczyna się kiedy na scenę wkracza matka z dziećmi. Matką jest około dziesięcioletnia dziewczynka (Amelia Śliwa jest znakomita w tym spokoju i powtarzalności słów i gestów!), a jej dziećmi trzy młode kobiety. To typowa zasada odwrócenia ról, kiedy dzieci stają się dorosłymi, odgrywają dorosłych, a dorośli dziećmi. Jest jeszcze żaba, którą jest tu oczywiście jeden z aktorów. No co?! Nie potraficie wyobrazić go sobie jako zielonego, kumkającego płaza?

Zasada powtórzenia, sugerująca pewną monotonię życia, łączy się z tym, co performerka powiedziała o Nowej Hucie: dominujący układ architektonicznych sekwencji i powtórzeń. Miałam wrażenie bycia w miejscu wyjętym spod upływu czasu, nieprzynależącym do żadnej z epok. W rodzinnych rytuałach doświadczamy powolności, powtarzalności, pewnej monotonii granego życia.

Trudno pisać tradycyjną recenzję do performansu, więc i ta taką nie jest. Szczególnie, że absolutnie nie jest to doświadczenie dla wszystkich bywających w teatrach. Dalszą częścią zakończenia niech więc będą w tym szczególnym wypadku zasłyszane głosy widzów – uczestników wydarzenia: W tych pierwszych dwóch scenach chodziło o to, aby wejść w świat bohaterów; Ja zaczęłam wchodzić w ten świat dopiero pod koniec; Ja zamiast się odprężyć miałem coraz większą spinę; Aha, no to witamy w świecie wschodniej medytacji. I ten ostatni komentarz, chyba wbrew intencjom autora, jest według mnie bardzo pozytywny…

fot. mat. teatru

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,