Recenzje

Z domu się wychodzi

“Kimberly Akimbo” Davida Lindsaya-Abaire w reż. Aleksandry Popławskiej w Teatrze Stary w Lublinie – pisze Karol Mroziński.

Dom rodzinny kojarzy się nam zazwyczaj pozytywnie. W potocznym znaczeniu rozumiany jest jako podstawowa komórka społeczna, z której młodzież wynosi wiedzę o społeczeństwie i na niej buduje dalej doświadczenie życiowe. Jednak przyjmowanie takiego obrazu rzeczy za pewnik, czasem może mocno rozczarować. Prapremiera spektaklu „Kimberly Akimbo” autorstwa Davida Lindsaya-Abaire w Teatrze Starym w Lublinie ukazuje nam coś dużo bardziej skomplikowanego, smutnego i ciekawego.

W tej historii ognisko domowe to tylko przestrzeń, a rodzina to zbiór samotnych, obcych sobie ludzi. Sztuka stanowi próbę przedstawienia tego mechanizmu. Dzięki wiarygodności aktorskiej możemy jakby po cichu podejść pod okno tajemniczego domu i przypatrzeć się z bliska prawdziwym problemom, jednocześnie otwierającym nam oczy na świat. Większość postaci jakie możemy tu spotkać zdaje się odchodzić od stereotypowego pojmowania ich roli. Matka i Ciotka nie sprzątają, nie gotują, bo zajęte są cały czas sobą. Pierwsza ucieka w przeszłość, przygotowując się do porodu drugiego dziecka. Paradoksalnie dąży do zapomnienia tego, co było, napisania historii własnego macierzyństwa od nowa, przy innym dziecku. Tym wyczekiwanym, kochanych, tym lepszym. Druga, uwielbia być w centrum zainteresowania, lubi być postrzegana jako sprytna kobieta sukcesu. Jednak utknęła gdzieś w przeszłości, cały czas planując wyjazd do miejsc, gdzie wszystko wydaje się lepsze.

Mężczyźni przedstawieni są jako nietypowi bohaterowie. To właśnie oni, pomimo wad, zostają w teraźniejszości, stawiając czoła sytuacjom – robią to tak, jak potrafią najlepiej, to znaczy nie za dobrze. Ojciec nie jest pewien czy tytułowa Kimberly jest faktycznie jego córką, a mimo to przyznaje się do szczerego uczucia, jakim ją darzy. To on odwozi ją do szkoły, on stara się z nią rozmawiać. Może zbyt często zagląda do kieliszka, ale równie często przeprasza. To on jest rodzicem, z którym cierpiąca na progerię dziewczynka ma realny kontakt. Kolega ze szkoły, Jeff, to jej opiekun poza domem. Spędzają razem dużo czasu, opowiadają sobie o wszystkim – gdyby nie przypadłość nastolatki, można by było pomyśleć, że to prawdziwa szkolna sympatia. Chłopak jest wierny swojej przyjaciółce i nie zwraca uwagi na to, co na ich temat sądzą inni. Zarówno jeden, jak i drugi. zdają się mieć problem z poczuciem własnej męskości. Ojciec z przyczyn alkoholowych nie jest klasycznym przykładem głowy rodziny. A Jeff dogaduje się z Kim tak dobrze prawdopodobnie dlatego, iż jako gej również należy do grona biednych i odrzuconych.

Ten wypracowany przez lata chwiejny porządek rzeczy nie może jednak trwać wiecznie. Zbliżające się szesnaste urodziny Kim, staną się okazją do spojrzenia na rodzinę z wielu różnych perspektyw. Czy ten konkretny model rodziny chroni chore dziecko, czy może upośledza dorosłych, nie dających sobie rady z wyzwaniami, jakie stawia przed nimi choroba córki? Sytuacja jeszcze bardziej się skomplikuje, gdy w pozornie przypadkowej paplaninie domowników, dziewczynka odnajdzie wskazówki do rozwikłania rodzinnej tajemnicy. Gdzie zaprowadzi ją ten trop? Do podjęcia pierwszych dojrzałych decyzji.


fot. Wojciech Nieśpiałowski

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,