Recenzje

Zapatrzenie

Marta Matyszczak: Trup w sanatorium. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2019 – pisze Izabela Mikrut.

Wczasy i wakacyjne wyjazdy to idealny moment na znalezienie chwilowej miłości, w tej kwestii nie zmienia się nic – nawet jeśli zmieniają się czasy. Tak jest dzisiaj, tak było w latach 70., a tłem romansów Marta Matyszczak czyni Świnoujście. W jednym z nadmorskich pensjonatów kochliwych mężczyzn nie brakuje, a to zwykle oznacza kłopoty. I to nie tylko w sferze obyczajowej. „Trup w sanatorium” to kolejna – szósta już – powieść w cyklu Kryminał pod psem. Po wielu perypetiach sercowych Róża Kwiatkowska i Szymon Solański odnaleźli drogę do siebie, wyjeżdżają na wspólne wakacje – ale na tym kończy się romantyzm. Ci bohaterowie nie potrafią żyć w zgodzie, a ciągłe spory bardzo ubarwiają ich relację. Marta Matyszczak sprawia, że czytelnicy doskonale będą się bawić, kibicując tej parze mimo wszystko. Ale sprawy związku Róży i Szymona to kwestia dalszoplanowa: zakochani nie mogą pozwolić sobie na odpoczynek, skoro w pobliżu grasuje morderca. W kąpieli solankowej ginie jedna z kuracjuszek. Na razie nikt nie wiąże sprawy z wydarzeniami sprzed lat, ale to tylko kwestia czasu. Trup w solance oznacza wyzwanie dla prywatnego detektywa, którego o pomoc prosi niespecjalnie zdolny policjant. Nad morzem przebywa również Gucio – bez niego nie może obyć się żadne śledztwo, w końcu kundelek potrafi zdobyć informacje, do jakich nie doszliby ludzie, a wyciągać wnioski potrafi lepiej niż Solański (w pełni uzasadniona jest zatem jego wyższość).

Jednak ta powieść ma jeszcze jedną narratorkę, kobietę, która w latach 70. przyjeżdżała do pensjonatu w Świnoujściu jako kaowiec – i nie zawsze była tylko obserwatorką, czasami zamieniała się w uczestniczkę wydarzeń. Prezentuje pamiętne wakacje tak, by dostarczyć odbiorcom kilku cennych informacji. Marta Matyszczak dobrze sobie radzi z odwzorowywaniem życia w PRL-u, wakacyjne klimaty łączy z sygnałami czasów, a do obyczajowości wprowadza… cytaty z popularnych piosenek (zresztą te wstawia również do tytułów rozdziałów, czasami mocno zmieniając ich pierwotne znaczenie). Jakby tego było mało, koloryt lokalny kształtują również… raporty bezpieki na temat FAMy. Ale czytelnicy nie będą zbyt długo zastanawiać się nad prawdą czasów, bo wciągnie ich akcja i pomysły na kolejne wydarzenia.

Marta Matyszczak znakomicie operuje charakterami. Już w przypadku Róży udowodniła, że obce są jej sentymenty, woli raczej mocne postawy i satyrę, wręcz karykaturę. To rozwiązanie sprawdza się u bohaterów dalszoplanowych (chwyt zapożyczony z „Wszystko czerwone”, z obcokrajowcem, który nie potrafi dobrze mówić po polsku, posługuje się – w tym wypadku – oryginalnym pseudomłodzieżowym slangiem, ubarwia narrację; właścicielka pensjonatu, w którym zatrzymuje się Alicja, również tworzy sobie niepochlebny autoportret za sprawą wypowiedzi). Będzie zatem bardzo zabawnie. Co ciekawe, chociaż Marta Matyszczak trzyma się trójki bohaterów, o których powiedziała już wszystko, w dalszym ciągu nie może znudzić. Pisze lekko, w sam raz na wakacje – nie dziwi zatem wybór nadmorskiego „kurortu” na scenerię dramatycznych i komicznych wydarzeń. Pozwala czytelnikom odetchnąć, proponuje kryminał daleki od mrocznych publikacji, gęsty od treści i pełen intrygujących rozwiązań, a przy tym „swojski”, sympatyczny dzięki umiejętnie prowadzonym wątkom obyczajowym. Tutaj Gucio udowadnia, że jest niedoścignionym ironistą, w psiej narracji nie ma ani trochę naiwności. Kto jeszcze nie zna serii Kryminał pod psem, ten powinien jak najszybciej zacząć nadrabiać zaległości, wszystko jedno od którego tomu. „Trup w sanatorium” nie zawodzi.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,