Recenzje

Zautomatyzowany rytuał

“Oni” Stanisława Ignacego Witkiewicza w reż. Piotra Ratajczaka w Teatrze Polskim w Warszawie – pisze Wiesław Kowalski.

Piotr Ratajczak wyjątkowo uważnie przeczytał „Onych” Witkacego, przefiltrował tekst przez naszą dzisiejszą wrażliwość, nie naruszając pomimo znacznych skrótów wewnętrznej logiki utworu, i widać na scenie Teatru Polskiego w Warszawie, że poszukując filozoficznych, historiozoficznych i społeczno-politycznych sensów dramatu potrafił znaleźć dla ich inscenizacyjnej werbalizacji odpowiednio dobrane środki artystycznego wyrazu, i to bardziej tragiczne niż kpiarskie czy farsowe. Jeśli nawet jako reżyser dokonuje  pewnych uproszczeń, to robi to szlachetnie i subtelnie, unikając przy tym zbędnych infantylizmów w skrupulatnym konstruowaniu wszystkich tematów i motywów. Jest to tym bardziej zaskakujące, bo odbywa się w mrocznej i niemal pustej przestrzeni (dekoracje Marcina Chlandy to żaden obraz świata po totalnym kataklizmie, to dobrze wysterowany plastyczny skrót, nieagresywnie ujmujący celnością i esencjonalnością), która dość często wykorzystywana jest do frontalnych wypowiedzi aktorów i przejść w układach wyjętych jakby z pokazów mody.  Żadnych salonowych podpórek w wykwintnych przedmiotach czy bibelotach tutaj nie ujrzymy, dominuje czerń, chłód i prostota, spotęgowane tylko  z ostro znaczonym ruchem Bałandaszka (Tomasz Drabek) i jego kochanki Tremendozy (Hanna Skarga). Liga Absolutnego Automatyzmu, forpoczta Rzeczywistego Tajnego Rządu, pod wodzą szalonego ideologa, prezesa Seraskiera Tefuana (Adam Cywka znalazł mocny sposób na wyrażanie niechęci demagoga do współczesnego teatru), w nienagannie skrojonych eleganckich uniformach (świetna robota Grupy Mixer), jest antytezą dla kolorów pojawiających się w kostiumach Kaliksta i Spiki – kolekcjonera, konesera sztuki i hedonisty, którego z kabotyńskiego błogostanu wydobywają wieści kucharki Marianny Splendorek (Dorota Bzdyla) o powołaniu komitetu do kneblowania nowej sztuki i młodej aktorki z ambicjami, próbującej uczyć się tekstu roli  z dramatu napisanego wedle prawideł Czystej Formy, jednocześnie poszukującej intensywności uczuć w związku z Bałandaszkiem. Porozumienie tych dwojga  z racji tego, co ich dręczy, wydaje się niemożliwe, zarówno na poziomie rozważań o sztuce, jak i ich własnych namiętności.

W dotychczasowych inscenizacjach „Onych” członkowie konspiracyjnego rządu byli typami dość mocno zindywidualizowanymi, by nie rzec prostackimi czy pospolitymi. U Ratajczaka tworzą jedną zwartą i silną grupę, w której każdy charakterystycznym gestem potrafi wyrazić całą swą agresywność, przebiegłość, inteligencję, pazerność i wyrachowanie (warto obserwować z jaką konsekwencją czyni to choćby Bartosz Włodarczyk jako Gliwuś Kretowiczka). To bardzo interesujący sposób na pokazanie tego,  jak w ich diabolicznym obliczu Bałandaszek staje się bezsilnym manekinem. Ten brak psychologizmu w ich grze nie powoduje wszak, że mamy do czynienia z braniem wszystkiego w ironiczny cudzysłów. Wręcz odwrotnie – każdy najmniejszy ruch, gest, wyraz twarzy czy półuśmiech jest w tym przedstawieniu wciąż tak samo zespolony z sensem, podbijając tragizm tego, co Witkacy przewidywał, a co dzisiaj objawia się kryzysem nie tylko na płaszczyźnie demokracji i liberalizmu, ale humanizmu w ogóle.

W kuluarowych rozmowach po premierze nie wszyscy wyrażali się pochlebnie o najnowszym spektaklu Ratajczaka. Niektórzy wręcz apokaliptycznie wieszczyli, że „Oni” zejdą ledwie po kilku pokazach. Sam wolałbym, by przedstawienie pozostało na dłużej w repertuarze Polskiego, bo uważam je za naprawdę udane. I chciałbym, aby też pozostali ten fakt docenili. Jest to na pewno inny Witkacy niż ten, którego pamiętamy choćby z głośnych wystawień Rudolfa Zioły w Krakowie czy w Warszawie, za to szalenie przystający do problemów stechnologizowanego świata, w którym żyjemy. Myślę, że taka tragikomiczna wizja społecznej uniformizacji zaproponowana przez Ratajczaka, poprzez atrakcyjność formalną i dobrą grę aktorów, a także współbrzmienie z dotykającymi każdego z nas cywilizacyjnymi zagrożeniami zabijającymi to, co wysublimowane, estetyczne i piękne, może być dla dzisiejszego młodego widza odkryciem, nawet dla tego, który z Witkacym jeszcze się nie zetknął, jak i tego, który w teatrze z zupełnie innych powodów nie zawsze bywa na niego gotowy.


Fot. Kasia Chmura-Cegiełkowska

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , ,