Recenzje

Zemsta belfrów / Co ludzie powiedzą!

“Quo Vadis” wg Henryka Sienkiewicza w reż. Rafała Rutkowskiego Teatru Montownia w CHORZOWSKIM TEATRZE OGRODOWYM – pisze Izabela Mikrut i Wojtek Boruszka.

Zemsta belfrów

Na ziemi węgla i modrej kapusty, na ziemi, która pozwala odetchnąć świeżym powietrzem (w odróżnieniu od zatęchłej Warszawy), zbudowany został starożytny Rzym. Zbudowany został właściwie jedną styropianową kolumną, niezbyt wysoką, ale wystarczającą do zasugerowania przestrzeni. W sumie skoro o scenografii mowa, to i tak jak na Montownię jest imponująca – podesty na różnych wysokościach raz zamienią się w scenę, raz w rewiowe schody, a raz w… ukryty dom Piotra rybaka, pierwszego ucznia Chrestosa, miejsce tajnych spotkań pierwszych chrześcijan. Podesty tworzą piętro, które umożliwia jednoczesną obserwację różnych planów przestrzeni i sugerują boskość pięknej Ligii, która objawia się, niczym Matka Boska, nad zaskoczonymi Rzymianami. Pod podestem tepidarium (pomieszczenie między łaźnią a pokojem kąpieli gorących, jak dowiedzą się w pierwszych słowach widzowie), namiot, albo komnaty, w których przebywa Cezar. Do tego klatka dla lwów, żeby zamienić scenę w arenę igrzysk. Zresztą, co tylko będzie potrzebne, to wyczaruje się z teatralnych rozwiązań. Kufer na rekwizyty jest wanną (ma nawet prysznic) albo stołem mikserskim dla DJ-a, statyw na mikrofon jest statywem (i nikogo nie dziwi jego istnienie w starożytnym Rzymie). To przecież Montownia: minimum scenografii, minimum rekwizytów, za to mnóstwo zabawy. Na scenie pojawi się nawet basen. Rekwizytowa i kostiumowa asceza cieszy – tu role zmieniają się w zależności od przywdzianego nakrycia głowy, obcisłe giezło Rutkowskiego jest raz suknią Ligii Kaliny, raz zbroją dowódcy pretorianów. Maciej Wierzbicki może być Cezarem (kiedy na głowie ma wieniec z liści laurowych) albo niewolnicą-niewolnikiem Eunice (kiedy przykuty jest do kuli; ale ta kula w mgnienie oka stać się może kulą do przepowiadania przyszłości), swoją drogą rekord metamorfozy scenicznej dzielą ze sobą Rutek i Wierzba: ten pierwszy zmienia się z dowódcy pretorian w Ligię przez zdjęcie hełmu, ten drugi schodzi ze sceny jako Cezar i natychmiast wyłania się zza parawanu jako Eunice. Siłacz Kroton przedstawiony został jako karateka, który pokonuje przeciwników bez dotykania ich (a na wstępie rozbija głową „beton”), za to Ursus ma koturny i za krótki statyw. O pomysłach na wykorzystanie pojawiających się na scenie przedmiotów można by pisać w nieskończoność. A przecież tu liczy się też historia.

Historia wiernie przejmowana od Henryka Sienkiewicza. Może tylko ze zmodyfikowanymi punktami kulminacyjnymi. Sama powieść Quo vadis wydawała się kompletnie niesceniczna i w zapowiedziach Montowni pojawiła się jako żart. Jednak do adaptacji tekstu doszło, a mogło się to udać tylko z przymrużeniem oka. W spektaklu będzie wielka miłość Marka Winnicjusza do Ligii Kaliny, będą prześladowania pierwszych chrześcijan, będzie spalenie Rzymu i igrzyska, będzie Ligia na byku. Wszystko, co najważniejsze w powieści. Tyle że na wesoło, albo, jak kto woli, prześmiewczo. Dopisane do Sienkiewicza zostały piosenki, każda w innym stylu, każda podbijająca komizm. Rafał Rutkowski i Marcin Perchuć na wstępie intonują duet na wzór Dumki na dwa serca, Neron śpiewa „bo ja jestem, proszę państwa, zajebisty”, kiedy Rzymianie skaczą i tańczą pod sceną, przepis na rybę po grecku zamienia się w hit z Ulicy Sezamkowej rodem, Lew z in vitro ma fryzurę Tiny Turner, pierwsi chrześcijanie śpiewają gospel, a do flamenco w ogóle trafia „La Sztygarka”. Piosenka o miłości (lub zabójstwie) to parodia Arki Noego. W tym świecie przenikają się aktualne pomysły z imitowaniem przeszłości, dlatego też orgii w stylu starożytnych Rzymian towarzyszy muzyka techno. Kolaż gatunków i teatralnych cytatów sprawdza się tu znakomicie, Montownia wykorzystuje między innymi zabawy pantomimą, bezustannie rozbija patos (kiedy Winnicjusz ryje wiadomość dla Petroniusza, robi błąd ortograficzny w swoim nazwisku), tytułowe pytanie wyzwala kolejne – kto ma nieść GPS. Każdy przedmiot, który pojawi się na scenie, jest ogrywany na różne sposoby, klatka dla lwów na przykład na moment stanie się harfą. Chociaż akcja rozgrywa się błyskawicznie (spektakl trwa godzinę i jest faktycznie esencją dowcipu), udaje się aktorom Montowni bez problemu wskazywać rodzaje relacji między postaciami i błyskawicznie szkicować charaktery. Czy to podlizywanie się Neronowi i odpowiadanie na jego kaprysy, czy pożądanie narastające między Markiem Winnicjuszem i Ligią, czy radość i naiwna wiara pierwszych chrześcijan – wszystko jest tu satyryczne, ale też wiarygodne. Prześmiewczość nie psuje radości ze śledzenia opowieści. Zdarzają się kreskówkowe skróty czasowe, a całość bazuje na przerysowaniu, ale to wszystko zrobione jest wdzięcznie i z pomysłem. Na scenie doskonale bawi się Montownia, na widowni doskonale bawi się publiczność – to najlepsza odpowiedź na pytanie, dlaczego Montowniacy są stałymi gośćmi Chorzowskiego Teatru Ogrodowego.

A na czym polega zemsta belfrów? Jeśli ktoś nie przeczytał Quo vadis wtedy, kiedy zadał mu taką lekturę nauczyciel i po spektaklu Montowni zechce nadrobić zaległości czytelnicze, już zawsze Ligia Kalina będzie dla niego mieć uduchowioną twarz grającego piękną dziewicę Rafała Rutkowskiego. I dobrze.

Izabela Mikrut


Co ludzie powiedzą!

Sięgając po dzieło wybitnego polskiego pisarza, laureata literackiej nagrody Nobla, teatr Montownia postawił sobie wysoko poprzeczkę. Ową poprzeczką w moim odczuciu jest powszechna opinia o tym, że pewne dzieła literackie, ale także m.in. utwory muzyczne należy przedstawić tak, a nie inaczej, co często powoduje sytuację zero-jedynkową bez miejsca na inne „barwy”. Nie mam wątpliwości, że adaptacja Quo vadis według Rafała Rutkowskiego i Montowni może wzbudzać skrajne emocje, o czym zresztą Rutkowski mówił w wywiadzie dla „Sztajgerowego Cajtunga”. Osobiście nie jestem przeciwnikiem sięgania po najważniejsze pozycje polskiej i światowej literatury i ich niesztampową adaptację sceniczną. Ważne, aby zachować odpowiedni dystans, przy utrzymaniu wysokiego poziomu, często rotującego między absurdem a chwilą zastanowienia i scenicznego oddechu.

Obecność teatru Montownia na deskach Chorzowskiego Teatru Ogrodowego to już niemalże tradycja. W tym roku zespół przyjechał do Chorzowa z jedną ze swoich starszych repertuarowo sztuk, Quo vadis w adaptacji i reżyserii Rafała Rutkowskiego swoją premierę miało pod koniec 2014 roku. W zeszłym roku Ceremonie zimowe zaprezentowano na tle monumentalnej fasady kamienicy. Rozwiązania sceniczne w Quo vadis opierają się głównie na systemie podestów, które w swojej zwartej (i równie monumentalnej) kubaturze tworzą przestrzeń gry dla aktorów. To bardzo ciekawy pomysł scenograficzny, uniwersalny, niedosłowny i pozostawiający pole do własnych interpretacji. Nawiązaniem do podestowej scenografii są koturny Marcina Perchucia, które wykonane są z tego samego materiału i czynią z Marcina Perchucia ponad dwumetrową postać. Nie sposób nie wspomnieć o kolejnym elemencie „techniki scenicznej”, zastosowanym w spektaklu, a mianowicie o skrzyni transportowej, która pełniła rolę wanny m.in. dla Marka i Ligii.

Aktorzy Teatru Montowania rzadko pozostawiają moment na chwilę oddechu, serwując nam wachlarz scenicznych atrakcji. Nie jest tajemnicą, że cała czwórka zna się „od kołyski” i doskonale się rozumie na scenie. To bardzo ważne, bo dzięki temu przełamuje się barierę między aktorami a odbiorcą: widz wyczuwa wzajemną sympatię, dzięki czemu spektakl staje się lepiej odbierany. Oprócz adaptacji tekstu Sienkiewicza w spektaklu znajdziemy kilka piosenek autorstwa samych artystów Montowni, które wpadają na długo w ucho. Piosenki są luźnym nawiązaniem do współczesności, okraszonym charakterystycznym dla Montowni poczuciem humoru. Między aktorami istnieje zauważalna dla widza przyjacielska więź. To wielki plus teatrów niezależnych: w takich miejscach pracują ze sobą ludzie, którzy się lubią i tworzą to, co chcą. Dzięki temu spektakle nie są sztampowe, a często można zobaczyć wiele nowych fragmentów powstałych w danej chwili i w danych okolicznościach. Najlepszym tego przykładem jest Montownia, która bawi się konwencją, jednak w granicach dobrego smaku i w sposób dojrzały.

Quo vadis w wykonaniu Montowni to na pewno nie sztuka dla uczniów, którzy wybiorą ją zamiast przeczytania lektury. To nie sztuka dla literackich purystów i miłośników klasycznej polskiej literatury. To sztuka dla każdego z nas, dla widzów, którym na co dzień narzuca się kulturowe sztampy, często nie pozostawiając możliwości spojrzenia na dany utwór z innej strony, czasem z przymrużeniem oka. Spektakl, który pozwala humorystycznie przywołać zapomniane i często nielubiane pozycje literackie, wałkowane w szkole. Quo vadis to 70 minut żonglerki konwencją, aluzjami do współczesności, podane w charakterystycznym i niepodrabialnym stylu Montowni.

Wojtek Boruszka


Fot. Bartosz Siedlik


Teksty pochodzą z gazety festiwalowej Chorzowskiego Teatru Ogrodowego „Sztajgerowy Cajtung”

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , ,