Recenzje

Zmanierowanie, gierki, role i prawdziwe życie…

O spektaklu „Melodramat” w reżyserii i wg scenariusza Anny Smolar w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Katarzyna Harłacz.

Spektakl Teatru Powszechnego „Melodramat” jest współczesną opowieścią o relacji miłosnej zmagającej się z problemem uzależnienia alkoholowego. To szerokie spojrzenie na poważny życiowy problem i równoczesne rozprawienie się z wieloma mitami społecznymi i artystycznymi.

W spektaklu przewija się postać Marka Hłaski i pojawia się nawiązanie do filmu „Pętla”, będącego adaptacją opowiadania tego utalentowanego pisarza. Film z 1957 roku wyreżyserowany przez Wojciecha Jerzego Hasa opowiada o parze narzeczonych: Kubie i Krystynie, o uzależnieniu Kuby od alkoholu i jego wielokrotnych próbach walki z nałogiem. Film kończy się tragicznie, jak to bywa u Hłaski z człowiekiem wrażliwym, na którym przeżycia II wojny światowej głęboko odcisnęły swe piętno, i który sam nie radził sobie ze sobą i otaczającą go rzeczywistością.

Opowieść Teatru Powszechnego, odnosząc się do filmu Hasa i opowiadania Hłaski, bierze z nich jedynie postaci bohaterów i pierwszoplanowy wątek uzależnienia alkoholowego, ale przedstawia go z nieco innej, dojrzalszej i bardziej wielowymiarowej strony. Główni bohaterowie zostali osadzeni we współczesnych czasach i dorobili się w swoim związku dwójki dzieci. Długoletnie szarpanie się w relacji doprowadza jednak stopniowo partnerkę do decyzji o odejściu od uzależnionego partnera.

Role Kuby i Krystyny w filmie Wojciecha Hasa zagrali Gustaw Holoubek i Aleksandra Śląska. W spektaklu występują liczne nawiązania do scen z tego filmu, ale pokazane są one w dość ironicznej formie. Wyśmiewane są sztuczne pozy, melodramatyczność i patetyczność zachowania bohaterów. Równie bezceremonialnie został potraktowany temat naiwnej wiary, że cierpliwa (i głupia) miłość kobiety jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody w związku, i że cierpienie w miłości jest szlachetne i piękne, a przede wszystkim nieuniknione. W pierwszej scenie dramatu, gdy Kuba ubrany w szary długi płaszcz, niczym prawdziwy amant, niedostępny emocjonalnie drań bez serca wciąga Krystynę w szpony swej namiętności, ukochana śpiewa dla niego drżącym głosem pieśń oddania, która w swojej wymowie raczej przypomina kościelne litanie do Miłosierdzia Bożego niż romantyczną odę do ukochanego. Egzaltacja, ckliwość i przesadzona sztuczność gestów śmieszą swoją nadętością.

Inscenizacja Teatru Powszechnego pełna jest prostoty i bezpardonowej, szczerej kpiny z postaw, które już nam, jako społeczeństwu, nie służą. Rozprawia się także z mitem artysty-alkoholika, nie gloryfikując go, pokazując, że do niczego konstruktywnego nie prowadzi. Odniesienie do psychologicznego terminu „trójkąta dramatycznego” (opisuje schemat zachowań w uzależniających relacjach) sprawia, że historia staje się zaangażowana społecznie, ale na pewno nie jest tendencyjnie perswazyjna – wprost przeciwnie: prostota przekazu pełna jest dojrzałości.

Reżyserka „Melodramatu” nieustannie prowadzi dialog z filmem Wojciecha Hasa. Na scenie przeplatają się różne motywy z filmu, nakładają obrazy współczesne z dawnymi. Stopniowo, w całym tym pozornym bezładzie, wyłania się wątek główny i klaruje się czytelny przekaz. Niepewność, mieszanie różnych motywów i nakładanie się linii czasowych świetnie obrazowały stan niepewności, odurzenia i upojenia alkoholowego głównego bohatera. W spektaklu Teatru Powszechnego rolę Kuby raz gra jeden aktor, potem inny, a kolejnym razem w Kubę wciela się kobieta. Podobnie z Krystyną – różne osoby grają jej postać, także mężczyźni. W pewnym momencie wszyscy aktorzy stają się Krystynami. To obrazuje, że bycie osobą uzależnioną lub współuzależnioną (i powiązane z tą zależnością role kata i ofiary) jest niezależne od płci.

Spektakl pokazuje cały wachlarz zachowań człowieka w nałogu alkoholowym, ale skupia się głównie na osobie współuzależnionej – partnerce Kuby. Krystyna wszystko przebacza ukochanemu, ciągle ma nadzieję, że on wyjdzie z nałogu. Ale z czasem, w narażonej na niekończące się problemy kobiecie coś zaczyna pękać, jej świat się zapada. Przestaje wierzyć, że ukochany poradzi sobie z nałogiem. I przestaje też wierzyć, że sama da radę stawić czoła problemom. Całe życie staje się dla niej ciężarem, który dźwiga na swych barkach. Odpowiedzialność za siebie i rodzinę staje się ponad jej siły, gdy Kuba, będący w ciągu alkoholowym, nie ma głowy do zajmowania się „prozaicznymi” sprawami, choćby typu – odbiór dzieci z przedszkola. W tej sytuacji próby bezmyślnego pocieszania Krystyny przez bliskich, chęć naprawiania i komentowania jej postępowania (by wyluzowała i odrzuciła nadmierną kontrolę) stają się zwykłym lekceważeniem jej osoby. Lekceważeniem, które także przyczynia się  do pogorszenia jej stanu psychicznego. W naszym społeczeństwie istnieje dziwny przymus pomagania, który dla pewnych osób oznacza pozwolenie na wtrącanie się w życie innych bez pełnego zrozumienia ich sytuacji i uczuć, jednocześnie często jest związany z myleniem współczucia z litością.

Bardzo ciekawie zaplanowana została scenografia – industrialność ścian podkreślała surowość i chłód emocjonalny, który niszczył relację miłosną. Skała wisząca nad aktorami przywoływał obraz mitu Syzyfa, wtaczającego w nieskończoność ciężki kamień na górę. Użycie sceny obrotowej, na której stojący aktorzy kręcili się w kółko, podkreślało poczucie bezradności bohaterów i niemożność wykonania ruchu do przodu. Do tego wyrazista i symboliczna choreografia obrazowo, poprzez powtarzalność szablonowych, prostych ruchów, pokazała stan utknięcia, marazm i poczucie przytłoczenia trudną sytuacją.

Najpiękniejsza scena całego spektaklu to ostatnia sekwencja rozmowy Krystyny z kobietą wynajmującą mieszkanie, kiedy Krystyna dojrzewa do decyzji o wyprowadzeniu się wraz z dziećmi z domu partnera. Swobodna i szczera rozmowa bohaterki (w tej roli naturalna i bezpretensjonalna Anna Ilczuk) spontanicznie opowiada o tym, czego się boi, jak bycie w toksycznym, niszczącym związku wpłynęło na jej życie. Piękny monolog, a zwłaszcza naturalność i prostota wypowiedzi były bardzo wzruszające. Słuchająca monologu właścicielka mieszkania nie dawała jej rad, była w całkowitej otwartości.

Spektakl kończy się bardzo spokojnie, ale symbolicznie – przynosi odłożenie przez Krystynę dźwiganego przez lata kamienia, symbolu niepotrzebnego już ciężaru.

Ciekawe zabiegi dramaturgiczne, powoli wyjaśniający się główny wątek i bardzo zabawne rozprawienie się z mitami i schematycznymi rolami życiowymi to ogromne atuty tego spektaklu. Dojrzałe podejście do problemu uzależnień może mieć szeroki aspekt uświadamiający rozległość tego tematu. Do tego świetna gra aktorska mężczyzn interpretujących różne wcielenia Kuby: aroganckiego, pewnego siebie i uwodzicielskiego amanta (w tej roli Julian Świeżewski), a innym razem upojonego alkoholem, pogubionego życiowo cynika (tu wspaniała kreacja Michała Czachora).

fot. Magda Hueckel

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , ,