Recenzje

Zwyczajność

Sally Rooney: Normalni ludzie. W.A.B., Warszawa 2020 – pisze Izabela Mikrut.

Motyw podglądania sąsiadów stosuje w pomyśle na akcję „Normalnych ludzi” Sally Rooney. Oto Marianne: dziewczyna nieśmiała, nawet trochę zakompleksiona, zdystansowana od rówieśników. Pochodząca z dobrego domu (co jednak nie rozwiązuje jej problemów w szkolnej społeczności i nie dodaje pewności siebie). Marianne, żeby przetrwać, wybiera strategię pogardy i eskapizmu, udaje niezainteresowaną relacjami społecznymi i nie walczy o uznanie nikogo. Jest samotna – i przez to może też być atrakcyjna, nawet jeśli sama nie zdaje sobie z tego sprawy. Connell to chłopak-gwiazda. Bryluje w szkolnej drużynie piłkarskiej i już w samym stereotypie to daje mu przewagę nad większością kolegów. O uznanie takich ludzi jak Connell nastolatki walczą, chcąc ogrzać się w blasku jego sławy. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Sytuacja materialna tych dwojga podkreślana jest też przez zajęcia rodziców: matka Connella sprząta w domu rodziców Marianne. To wystarczający sygnał ewentualnego mezaliansu. Bo Connell w pewnym momencie zwraca na Marianne uwagę. Chociaż w szkole udaje, że wszystko jest po staremu – to znaczy że dziewczyna dla niego nie istnieje – poza wzrokiem rówieśników wciąga ją w płomienny romans. Marianne i Connell szybko stają się parą przypominającą stare małżeństwo. Tyle tylko, że w ich życiu nic nie może iść zbyt prosto i równie szybko zdecydują się na zmiany.

W „Normalnych ludziach” Sally Rooney szuka wypadkowej ludzkich pragnień, potrzeb i możliwości płynących z dopasowywania się do wymagań innych. Bohaterowie nigdy nie mogą być szczęśliwi czy spełnieni, skoro zawsze podporządkowują się otoczeniu – i realizują scenariusze niekoniecznie upragnione, za to wręcz wymagane przez społeczeństwo. To droga donikąd, jednak kiedy się o tym przekonają, jest już za późno: wpadają w koleiny postępowania, które wyklucza zmiany. Chyba że… „Normalni ludzie” to możliwość zajrzenia bezpośrednio do niepolukrowanego życia bohaterów, którym nie wszystko układa się po ich myśli. Oni sami tęsknią do egzystencji, jaką rzekomo wiodą „normalni ludzie” – tyle tylko, że nie biorą pod uwagę faktu braku sielankowości w innych domach. Każdy tęskni za tym, czego nie może mieć, każdy też popełnia błędy – Marianne i Connell, nawet jeśli nie boją się eksperymentów i szukają wrażeń bez zgody z własnym sumieniem, nie wykraczają poza schematy. Sami w sobie wydają się zwyczajni. Sekretem sukcesu wydawniczego „Normalnych ludzi” może być właśnie nastawienie na naturalną historię bez większych wstrząsów – tutaj nie ma miejsca na ekstremalne doznania. A jednocześnie Sally Rooney prowadzi tę opowieść dość pewnie, nie roztapia się w drobiazgach, rozumie historię, którą chce opowiedzieć i sprawia, że przesłania z niej płynące są czytelne dla odbiorców.

„Normalni ludzie” to książka, której nie dałoby się zapisać do sensacyjnych, a z obyczaju wyraźnie przesuwa ją w stronę powieści psychologicznej – wszystko obywa się tu bez wielkich słów. Zwyczajność zyskuje siłę.

 

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,