Wywiady

Nie mogę i nie chcę wyobrazić sobie teatru, w którym aktorzy nie mogliby się dotknąć

Z Kubą Kowalskim, reżyserem, rozmawia Wiesław Kowalski.

25 kwietnia miała się odbyć premiera Twojego nowego spektaklu „Życie intymne Jarosława” w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, która w tym terminie z wiadomych względów odbyć się nie może. Jak wyglądają w tej chwili Twoje rozmowy z dyrekcją teatru na temat ewentualnego terminu, w którym będzie się mogła odbyć?

Co parę tygodni dzwonię do dyrektora Orzechowskiego i sprawdzam czy wie coś więcej, niż to co podają media. Niestety nikt nie wie, kiedy wrócimy do pracy. Mam jednak zapewnienie, że jak tylko będzie można pracować to wrócimy do prób. Teatr Wybrzeże tradycyjnie pracuje latem, może uda się dać premierę np. w sierpniu?

Jak daleko zaawansowany byłeś w próbach nad tym spektaklem i czy w tej chwili w jakiejś formie je kontynuujesz? A może wykorzystujesz ten czas na jakieś korekty czy zmiany w tekście?

Próby przerwaliśmy po intensywnych trzech tygodniach. Byliśmy już rozgrzani, kilka pierwszych scen zaczęło nabierać kształtu. Ostatni tydzień prób był szczególnie intensywny, bo Teatr odwołał wszystkie spektakle – mieliśmy więc pełne próby dwa razy dziennie. Obecnie próby są zawieszone i nie trwa żadna praca nad przedstawieniem. Po pierwsze kompletnie nie umiem sobie wyobrazić prób online. To może być jakimś rozwiązaniem pierwszych, czytanych prób – choć i tu mam wątpliwości. Ale na naszym etapie łącząc się przez Skype’a nic nie można zrobić. Po drugie bardzo trudno jest pracować bez żadnego terminu premiery. To jest chyba najtrudniejsze – można nastawić się na przerwę w pracy, ale chce się mieć jakieś ramy, terminy. W sytuacji, kiedy projekt przełożony jest na nieokreśloną przyszłość ma się niestety wrażenie, że został odwołany – chociaż przecież wiem, że tak nie jest. Nie tykam też teraz samego tekstu. Zazwyczaj bardzo długo przygotowuję się do prób. Z Magdą Kupryjanowicz i Michałem Kurkowskim pracowaliśmy nad dramatem o Iwaszkiewiczu przez kilka miesięcy, dużo czytaliśmy, rozmawialiśmy itd. Znam ten tekst już bardzo dobrze i sam w domu nie mam potrzeby do niego zaglądać. W trakcie pracy dokonuję oczywiście skrótów, przestawek czy zmian, ale tylko na próbach.

„Życie intymne Jarosława” to historia oparta między innymi na listach Jarosława Iwaszkiewicza pisanych do Jana Błeszyńskiego. Ich burzliwe uczucie, z racji cierpiącego na gruźlicę Jerzego, od początku naznaczone było śmiercią. Czy czas w jakim teraz żyjemy, codzienne doniesienia o kolejnych śmiertelnych ofiarach pandemii, zmienia jakoś Twoje patrzenie na te postaci, a także na ludzi i świat w ogóle?

To, co dzieje się teraz na pewno bardzo wpływa na moje patrzenie na świat. Dzieje się przecież bardzo dużo, bo nie tylko sam wirus i śmierć, którą niesie, nie tylko kryzys gospodarczy i lęk o nasze jutro, lęk przed światem, w którym będzie o wiele większe rozwarstwienie ekonomiczne, ale też na naszych oczach zmieniają się relacje społeczne. „Social distancing”, radykalne ograniczenie kontaktów międzyludzkich i zupełnie bezprecedensowe przeniesienie ich do Internetu – które wydaje mi się osobiście czymś bardzo smutnym, a z drugiej strony nawoływanie do solidarności z najbardziej poszkodowanymi, apele o to, żeby pomimo zachowania zaleconych odległości być „jak najbliżej” innych, ogromna potrzeba bliskości itd. W naszym tekście, tak jak w całej twórczości Iwaszkiewicza, temat śmierci jest bardzo istotny, a chorobą, która często w tych czasach równała się z wyrokiem śmierci była gruźlica. Młody mężczyzna umierający na gruźlicę to zarówno motyw literacki u Iwaszkiewicza, obecny u niego już w twórczości przedwojennej, jak i treść jego życia osobistego w latach 1953-1959. Ale nie jest to tekst, ani nie będzie to spektakl o chorobie. Gruźlica i widmo śmierci, które ciążą nad Błeszyńskim są według mnie raczej katalizatorem wielkich uczuć dla Iwaszkiewicza niż głównym tematem spektaklu. Iwaszkiewicz porywał się w swoim życiu miłosnym na tzw. relacje niemożliwe, chciał dotknąć absolutu, przekroczyć siebie. Oczywiście wiem już teraz, że poszczególne kwestie dotyczące gruźlicy będą ze sceny brzmieć szczególnie aktualnie, ale specjalnie mnie to nie cieszy. Mam nadzieję, że nie przyćmią głównego tematu.

Mówi się, że teatr po pandemii nie będzie już taki sam. Czy teraz myśląc o swoim przedstawieniu, bierzesz to pod uwagę czy raczej się nad tym nie zastanawiasz?

Nie mam pojęcia jaki będzie teatr po pandemii. Chyba wszyscy ludzie teatru teraz się nad tym zastanawiają, tak jak nikt nie wie, co oznacza planowane „otwarcie teatrów w reżimie sanitarnym”. Ale jestem przekonany, że teatr przetrwa i to w tym najprostszym, najbardziej pierwotnym znaczeniu: będziemy zamknięci w jednym pomieszczeniu z aktorami, będziemy patrzeć na ich ciała i słuchać ich głosów. Nie mogę i nie chcę wyobrazić sobie teatru, w którym aktorzy nie mogliby się dotknąć.

W obecnej sytuacji teatr przeniósł się do Internetu, możemy tam oglądać rejestracje różnych spektakli. Również Teatr Osterwy w Lublinie pokazał Twoje przedstawienie „Diabeł i tabliczka czekolady” z 2017 roku. Jak oceniasz te próby teatralnej aktywności, myślę, że nie wszystkie teatry są choćby pod względem technologiczny do tego przygotowane?

Osobiście bardzo nie lubię teatru online. Nigdy do końca nie przekonałem się do Teatru TV, chociaż szanuję tę formę i widziałem kilka interesujących teatrów telewizji. Natomiast większość udostępnianych przez teatry nagrań spektakli jest po prostu bardzo słabej jakości technicznej, mają słaby dźwięk, są montowane z maksymalnie dwóch kamer, bezsensownie kadrowane, nie mają zbliżeń tam, gdzie by się przydały itp. Niemniej moje zdanie nie ma najmniejszego znaczenia, znaczenie ma to, że przed komputerem, żeby je obejrzeć, zasiada po kilka tysięcy osób.

Jak wielu ludzi teatru jesteś reżyserem, który nie ma nigdzie etatu. Codziennie czytamy rozpaczliwe listy artystów, którzy z dnia na dzień zostali pozbawieni środków do życia, nie grają, nie koncertują, nie kręcą filmów. Media niewiele miejsca poświęcają aktualnej kondycji teatrów, politycy jeszcze mniej. Perspektywa otwarcia instytucji kultury jest dość odległa. Jak oceniasz w tej sytuacji proponowaną przez MKiDN pomoc (na razie artyści mogą dostać jednorazową zapomogę w wysokości 1800 złotych), bo trudno za takową chyba uznać ogłaszane programy, takie jak choćby „Kultura w sieci”, gdzie można zgłosić swój projekt?

Oceniam pomoc proponowaną przez MKiDN bardzo słabo. Myślę, że w obecnej sytuacji organizowanie konkursu, żeby przyznać środki na działalność artystyczną online, która w większości – i nie ma się co dziwić – jest słabej jakości, jest złym rozwiązaniem. Uważam, że ministerstwo powinno te środki rozdać pośród artystów, którzy nie mają etatu. Po prostu wesprzeć bezpośrednio wszystkich wolnych strzelców, których realizacje zostały przerwane przez epidemię. Nie jesteśmy wcale aż tak dużą grupą społeczną, a masowe odwoływanie imprez kulturalnych pozbawia wielu z nas wszelkich środków do życia. Stać nas było na 500 +, jestem przekonany, że stać nas na wsparcie kwotą 2500 zł miesięcznie artystów bez etatu.

Czy wierzysz w to, że pandemia może być dla nas dobrym czasem na refleksję, a może też przy okazji narodzinami czegoś nowego, lepszego? Jak sądzisz czy z tej tragedii, jaka się w tej chwili rozgrywa, możemy wyjść silniejsi, czy też słabość już nas nigdy nie opuści? Czy zweryfikujemy nasz stosunek do kultury masowej i naszego poczucia bezpieczeństwa?

Byłoby cudownie, gdyby kryzys wywołany pandemią został wyraźnie odebrany jako czerwone światło dla dotychczasowych porządków i zapoczątkował realne zmiany. Myślę przede wszystkim o ekologii i naszym podejściu do świata natury z jednej, a ogromnym rozwarstwieniu społecznym i niesprawiedliwym podziale dóbr z drugiej strony. O potrzebie zmiany, lub wręcz o szansie na zmianę, której nie wolno nam zmarnować wielu dzisiaj mówi i pisze – słucham tych głosów z wielkim zainteresowaniem. Z drugiej strony czasy kryzysu zazwyczaj sprzyjają rozkwitowi skrajnych poglądów, prowadzą do jeszcze większego rozwarstwienia i społecznego egoizmu. Nikt nie wie jak będzie. Myślę, że równolegle będą miały miejsce oba zjawiska. Zobaczymy, czy będzie w nas więcej solidarności czy egoizmu.

Powiedz jak wygląda dzisiaj Twój dzień. Przygotowujesz się do nowych realizacji, masz jakieś konkretne plany? Potrafisz w takim czasie zwolnienia czy wyciszenia ładować akumulatory do dalszej pracy?

Czytam. Staram się przedrzeć przez przeróżne teksty, do których od dawna chciałem już zajrzeć. Zdecydowana większość tych lektur jest pod kątem zawodowym. Traktuję ten czas jako przedłużony okres pomiędzy próbami, w którym staram się przygotować kolejne propozycje. Mam zaplanowane dwie realizacje na przyszły sezon, z którymi nie wiem oczywiście co będzie – spodziewam się efektu domina przekładanych premier, kiedy wrócimy już do pracy. W związku z tym przyszły sezon też wydaje się niepewny, co w ogólnej sytuacji nie pomaga… Poza tym śpię, chodzę na spacery, oglądam seriale i filmy i dużo gotuję. I staram się poluzować potrzebę kontroli – to chyba najprostsze i najlepsze, co można dzisiaj zrobić.


Foto. Paweł Paprocki

Komentarze
Udostepnij
Tags: