Recenzje

Nauczmy się oddychać

O spektaklu “Ustawienia ze świętymi, czyli rozmowy obrazów” w reż. Agaty Dudy-Gracz w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie pisze Agnieszka Górnicka.

Nowy sezon w Teatrze Colegium Nobilium nie mógłby rozpocząć się lepiej. „Ustawienia ze świętymi, czyli rozmowy obrazów” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz to widowisko wielopłaszczyznowe i piękne w swojej różnorodności. Spektakl – monumentalnością dorównujący świetnej „Kumernis…” z gdyńskiego Teatru Muzycznego – zaprasza widzów do świata ożywionej ikonografii, w której biel świętości i cnoty miesza się z czerwienią krwi, a sferze sacrum, bliżej do ziemi, niż do nieba.

To nie mity i bajki, a rzeczywistość – będzie powtarzał jeden z bohaterów na zakończenie sztuki, jakby podkreślając, że opowiedziane podczas trzy godzinnego spektaklu historie, to nic innego jak nasza codzienność ubrana w kostium mistycznej i okrutnej hagiografii. Tytułowi święci to dla reżyserki i aktorów tylko punkt wyjścia do zastanawiania się nad kwestiami wiary, poświęcenia, wartości i oddania w kontekście międzyludzkich relacji i współczesnych konfliktów: polityczno-społecznych, światopoglądowych, religijnych. Również konfliktów w mikroskali: tych rodzinnych, pokoleniowych, małżeńskich, partnerskich.

Przerysowani, groteskowi, neurotyczni, nieporadni a jednocześnie pewni siebie – aktorzy z przymocowanymi, jak ciążące im krzyże na plecach, drewnianymi tablicami przypominają tańczące feretrony, a może bardziej figury z tarotowych kart, utrzymanych w kampowym i kiczowatym stylu. Bawiąc się konwencją szkolnych jasełek, które na scenie bardziej przypominają średniowieczne misteria (wraz z rozpoczynającym spektakl pochodem ożywionych mansjonów) święci odtwarzają rodzinne sytuacje (jednocześnie przedstawiając swoje postulaty), które jak w soczewce skupiają problemy współczesności: brak komunikacji i zrozumienia, dewaluację bliskości i uczuć, dysfunkcyjne relacje interpersonalne, destrukcyjne i przemocowe zachowania, egoizm, emocjonalną pustkę, lęk przed śmiercią. Sceny z życia codziennego rozpoczyna dialog gęsi ze śmiercią, nawiązujący do bajki Wolfa Erlbrucha „Gęś, śmierć i tulipan”. Subtelna rama dydaktycznej opowieści dla dzieci momentalnie przełamana zostaje sceną przemocy i „rzezi bliźnich”, której dokonuje grupa młodych mężczyzn, swoją agresją i bezmyślną logiką przypominających radykalne grupy światopoglądowe (każdy w wyobraźni doprecyzuje ich proweniencje), których ataki na grupy mniejszościowe niejednokrotnie mogły rejestrować kamery telewizyjne podczas marszów równości, demonstracji i manifestacji. Motyw przemocy motywowanej nienawiścią pojawi się zresztą w spektaklu kilkakrotnie, za każdym razem pokazując, że przemoc rodzi się ze strachu przed innością, a mechanizm kozła ofiarnego podskórnie działa w naszej zbiorowej wyobraźni (i nie jest to tylko przekleństwo dzisiejszego świata, wczytując się w żywoty świętych, ich prześladowania i męczeńskie śmierci). Ukazane w sposób bezpośredni paradoksy doktryny chrześcijańskiej, choć mogą zostać odczytane jako jednostronny atak na określoną postawę, ukazują jak nieludzkie kategorie potrafi przyjąć człowiek kierujący się moralnością i ludzkimi wartościami. Cały spektakl Dudy-Gracz to próba udowodnienia, że największym błędem (a może grzechem?) współczesności jest brak współczucia wobec drugiego człowieka, brak elementarnych objawów empatii. Postulowana „etyka empatii”, zgodnie z którą empatia jest naszą prawdziwą władzą moralną nie wydaje się jednak możliwa.

Wracając jednak do tytułowych świętych, twórcy nie zapominają, aby pokazać nam w jaki sposób rodzi się kult błogosławionych i męczenników. W drugiej części spektaklu zmiana konwencji scenicznej wprowadza nas w świat przypominający dramatyczne seanse Tadeusza Kantora, wykorzystujące siłę wspomnienia i widma przeszłości. Historia samobójczej śmierci mężczyzny, a następnie jego wskrzeszenia przez nieznajomego (szybko przez prostych ludzi ogłoszonego cudotwórcą) to piękna alegoria budowania mitów i legend, które zacierają granice niezrozumienia pomiędzy życiem i śmiercią. Na scenie oświetlanej kilkoma świecami, gdzie w powietrzu unosi się dym żałobnych kadzideł, a w uszach rozbrzmiewa lament płaczek, odbywa się cud. Jednak jak powie jeden z bohaterów: „cud to rzecz nie łatwa, i nie każdy da sobie z nim radę.” Jest okupiony łzami i cierpieniem, zwątpieniem i walką z samym sobą.

Na koniec przypomnę scenę, która zapada w pamięć najbardziej i najmocniej. To dialog męża z żoną, których relacja od momentu ślubu aż do wspólnej, choć męczącej starości ukazana zostaje w serii flashbacków. Po hucznym weselu i niepohamowanej radości przychodzi moment wyczerpania i wyjałowienia, znudzenie, wzajemne oskarżenia, samotność, nuda, w końcu zdrada. Bohaterowie siedzący na dwóch końcach stołu w przeciągu kilkunastu minut z symbiotycznego organizmu, połączonego miłością, staja się obcymi ludźmi, w których szybciej znajdziemy poczucie nienawiści wobec siebie, niż jakiejkolwiek wdzięczności. „Musimy uczyć się oddychać” – powie z pogardą starszy mężczyzna, sceptycznie patrząc na popularne zjawisko jogi i związane z nią praktyki treningu ciała i umysłu. I pyta: „Czy jest jakaś instytucja, która nauczy nas żyć?” Kościół, teatr, szkoła, rodzina, państwo? W spektaklu nie dostaniemy jasnych odpowiedzi na to pytanie, ale po obejrzanych „Ustawieniach ze świętymi…” z pewnością znajdziemy swojego faworyta.

PS. Warto zwrócić uwagę na niezwykle utalentowanych aktorów, którzy zachwycają grą, śpiewem, interpretacją i zaangażowaniem (świetny Bartosz Włodarczyk, Karolina Szeptycka, Jowita Kropiewnicka, Dorota Bzdyla, Jędrzej Hycnar, Bartosz Bednarski, Konrad Żygadło, Kaja Kozłowska).


Fot. HaWa / Festiwal Łódź Czterech Kultur

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , , ,