Wywiady

Trudno zagłuszyć memy i nie dać się pożreć przez Netflix

Z Michałem Sufinem, współtwórcą Teatru Improwizowanego Klancyk! oraz Klubu Komediowego w Warszawie, rozmawia Wiesław Kowalski.

Obserwując obecną rzeczywistość czasów pandemii i aktywnie uczestnicząc w sieci, co dzisiaj staje się sednem Waszych pojedynków „na pointy, złośliwości i docinki”? Czy jest jeszcze coś, co Was w Klubie Komediowym śmieszy, czy już tylko przeraża?

No my jesteśmy w kropce. Zawsze nasze spektakle były trochę formą eskapizmu. Zawsze to była ucieczka od bieżączki do piwnicy. A teraz trochę się już nie da uciec. Na pewno mamy w sobie potrzebę, żeby reagować – a reakcje u nas są zawsze komediowe, ale wciąż szukamy tonu, w jakim się teraz powinno wypowiadać. Bo ani artystowska, nieskontaktowana z rzeczywistością zgrywa nie wystarcza, ale też rechot internetowy – to nie jest nasz styl. Szukamy, dajemy sobie czas. I staramy się nie dać przytłoczyć, ani też nie panikujemy.

Zawsze wskazujesz na Waszą niezależność myślenia. W jaki sposób próbujecie ją artykułować teraz w stworzonej w Klubie Komediowym i  realizowanej w odcinkach TV? Na ile zmienił się dzisiaj Wasz sposób żartowania i podejmowane w Waszych propozycjach próby mieszania absurdu z życiem codziennym?

Klub Komediowy TV dopiero raczkuje. Właściwie pierwsze sześć odcinków to była rewaloryzacja naszych numerów scenicznych. Takie variété ze sceny. Bardzo sprawdziła nam się nuta retro z jednego odcinka. Nawiązania do telewizji lat 60/70tych, kiedy to rozrywka była na najwyższym poziomie: wielkie divy estrady, konferansjerami byli poeci, prezenterami osoby najwyżej kultury. A w telewizji liczył się krytyk. Ale był to czas kolorowy, pełen cekinowego przepychu. Myślimy, żeby stworzyć cały show internetowy osadzony w tej estetyce. Tym czasem inspirowany.

W 2016 roku jeden z wywiadów z Tobą zatytułowany był „Od polityki wolę dreszcz metafizyczny”. Jak to ma się dzisiaj w okresie pandemii i przeżywania długodniowej kwarantanny?

Wciąż wolę. Chociaż teraz polityka jest tak transgresywna i kompletnie nieokiełznana, jak jakiś rollercoaster taniości, wielkich słów, płycizny, szaleństwa i głupoty, że zaczyna w tym wszystkim się robić bezdenna – do granic metafizyki. W sensie, że to już jest takie przegięcie, że zaczyna się robić interesujące z powodów estetycznych.

To prawda. Ten czas, który w tej chwili przeżywamy, również mający związek z wciąż nieodbytymi wyborami na prezydenta, nadal jest pełen różnej maści newsów, za którymi niekiedy wprost trudno nadążyć. Co w tym natłoku informacyjnym może być dla Waszego spojrzenia na świat i ludzi najbardziej interesujące? Na co warto zwracać uwagę, co piętnować, przed czym przestrzegać, co uświadamiać…. ?  W  jakiej sferze życia obecnie odnajdujecie to, co może Was najbardziej inspirować czy wzmagać kabaretowy potencjał?

Wszyscy próbują nadążyć. Nie sądzę, żeby sami nawigatorzy mieli poczucie kontroli i panowania nad sytuacją. Ale inspiracji jest dużo, większy problem to znaleźć formę, która będzie w naszym guście, a przebije się do widzów, z jednej strony przez ten tumult memicznego banału, z drugiej przez świetny PR bardzo rozwiniętej międzynarodowej internetowej rozrywki. Trudno zagłuszyć memy i nie dać się pożreć przez Netflix.

Daje się słyszeć wiele narzekań i to z różnej strony – ubożeje wiele środowisk, również ludzie sztuki z dnia na dzień zostali pozbawieni możliwości zarabiania na swoje życie…. Czy to jest w ogóle jeszcze odpowiedni czas na żarty? Jeśli tak, to jaki rodzaj dowcipu może być dzisiaj w cenie? Niedawny wywiad Jacka Poniedziałka dla Onetu jest w swej szczerości i w stawianych diagnozach dość zatrważający i bardzo smutny. Na szczęście przychodzi czas na odmrażanie naszego życia, również w teatrze można rozpocząć z aktorami próby nad nowymi spektaklami. Nad czym będziecie teraz pracować? Czy „Fabularny… przewodnik po….” będzie kontynuowany?

Czas kryzysu to zawsze czas na żarty. One mają przecież wartość terapeutyczną, są jak kapok bezpieczeństwa – może nie uratują cię, ale pozwalają dłużej wytrzymać w oczekiwaniu na ratunek. Nam pandemia przerwała prace nad premierą spektaklu o emerytach, którzy uciekają z domu starców w poszukiwaniu przygód. Znamienne, że akurat wirus niebezpieczny dla starszych przerwał nam tę pracę. Ale przedstawienie dokończymy, planujemy premierę w lipcu. Jeśli przepisy i rozporządzenia pozwolą. Tytuł: „Bój to nasz przedostatni”.

Wszyscy teraz zastanawiamy się jak będzie wyglądał teatr po pandemii. Jaką szansę w tej nowej rzeczywistości, jaka najprawdopodobniej nastanie, widzisz na zaistnienie różnych form kabaretowych, które w Klubie Komediowym uprawiacie? Czy kabaret taki jak Wasz, oparty na literackości i abstrakcyjności, nadal pozostanie miejscem elitarnym?

Będziemy się starać. Upatrujemy szansę w formalnej mutacji sceny teatralnej i internetu. Spektakle z widownią zarówno na miejscu, jak i biletowane w internecie streamy. My jesteśmy miejscem bez dotacji, bez sponsora, zawsze samodzielnym. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że trzeba „kombinować” – tak też będziemy czynić. Zresztą w piwnicy biedować to nie wstyd. Od tego są piwnice.

Czy miasto, od którego wynajmujecie piwnicę przy Placu Zbawiciela, pomaga Wam w Waszych działaniach? Czy program „Kultura w sieci” zaproponowany przez MKiDN był w sferze Waszych zainteresowań?

Miasto obniżyło nam znaczący procent czynszu. Pieniędzy z „Kultury…” nie dostaliśmy, pomimo prób. Najwyraźniej projekt nowych, złośliwych społecznie legend polskich się nie spodobał.

Cztery lata temu powiedziałeś: „W Klubie Komediowym niezmiennie bawi mnie ten moment, gdy mam poczucie, że niezawisłość wobec wyroku publiczności pozwala nam wystawiać dokładnie to, co wydaje nam się wystawienia warte. Nie dla poklasku, nie dla żartu, ale dla tej cieszącej nas satysfakcji ryzykantów. To w komedii jedyny miernik wolności. To mnie bawi”. Myślisz, że to będzie nadal aktualne?

Oby. Bardzo bym jednak chciał dodać, że szaleństwo naszych czasów wzbudziło we mnie poczucie, że bardzo bym w tej wolności nie chciał stracić tego, że mówimy na tematy dla wspólnoty ważne. Nie chciałbym, żebyśmy nie słyszeli tego poczucia grupowego zadziwienia, że na serio to wszystko się dzieje. Trochę się czasy zmieniły, a może ja się zestarzałem, ale wolność jest ważna, ale tylko w poczuciu żywego kontaktu z widzem.


Fot.: Michał Sufin

 

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,