Recenzje

Poznawanie ludzi

Donald Richie: Morze wewnętrzne. Czarne, Wołowiec 2019 – pisze Izabela Mikrut.

Niewiele jest takich publikacji – podróżniczo-obyczajowych – które na rynek powracają regularnie, ale „Morze wewnętrzne” do takich właśnie należy i wciąż cieszy się niesłabnącą a zasłużoną popularnością. Zresztą czytelnicy będą mogli się zapoznać z kolejnymi posłowiami do wydań z różnych dekad. Czyta się tę książkę znakomicie, a to dlatego, że autor umożliwia poznawanie prawdziwego oblicza Japonii i Japończyków. Nie zamierza traktować zadania kompleksowo – nie chodzi mu o to, żeby odtworzyć każdy gest i każdy zwyczaj, ale stara się dokładnie zrozumieć przyczyny wybranych – napotkanych – zachowań. Przepisywanie przewodników nie wchodzi tu w grę – krajobrazy ani zabudowania się nie liczą, chyba że akurat Donald Richie pastwi się nad plastikowymi ścianami w hotelach. Żadnego zwiedzania, żadnego rozkoszowania się naturą tu nie ma: najważniejszy okazuje się człowiek. Jego tajemnice, doświadczenia, sama szansa na poznanie i dowiedzenie się czegoś nowego.

I tak Donald Richie sprawdza, jak zostanie potraktowany w łaźni publicznej (słowa małego chłopca wydają się znamienne dla podejścia miejscowych, ale tylko dziecko nie zachowuje się dyplomatycznie), testuje możliwość mówienia po japońsku (i odnotowuje, jak w związku z tym reagują Japończycy, bo życzliwość nie jest w tym wypadku oczywistym podejściem). Te wszystkie stereotypy, które odbiorcy w związku z japońską kulturą, codziennością i zachowaniem poznali, nie mają tu racji bytu. Wcale Richie nie szuka elementów znamiennych dla całego narodu albo chociaż społeczności. Interesują go jednostki, docenia każdego, kto tylko zechce podzielić się z nim swoją historią. Gdzieś na marginesie zdradza swoje kompleksy (lęk przed „dużymi kobietami”), ale nie ma to znaczenia w nawiązywanych relacjach. Autor cierpliwie wysłuchuje kolejnych opowieści, sam też zdradza zainteresowanie różnymi sposobami na życie. Przedstawia czytelnikom portrety Japończyków, którzy egzystują po swojemu, nie przejmują się modami, nie poddają się trendom ani wpływom z zewnątrz. Drobne spotkania później już nie powracają, z pojedynczych sekwencji składa się ta rozbudowana opowieść. Ale indywidualne przeżycia i filozofie życiowe ludzi, którzy urodzili się i umrą w jednym miejscu to w tym wypadku ogromna wartość tomu. Wpisuje się autor tą pozycją – mimochodem – w nurt lifestyle’owych lektur, proponuje zwolnienie tempa, ucieczkę od codziennego stresu – znowu trochę przypadkiem, bo przecież nie o to chodziło w momencie tworzenia tomu. Stąd być może bierze się niesłabnąca popularność książki „Morze wewnętrzne”.

Z czasem autor coraz bardziej się w narracji rozwija, chce nie tylko poznawać przemyślenia i doświadczenia innych ludzi, ale też samodzielnie wypróbować przynajmniej niektóre dostępne także cudzoziemcom zwyczaje. Ośmiela się nawet zakosztować seksu lokalnego – chociaż nie jest do końca pewny, jak na takie wyznanie zareagują odbiorcy, więc trochę włącza taką przygodę w zwyczaje podróżników mające wypełnić pustkę – niezależnie od uzasadnienia, jakie wymyśla, umie zaangażować odbiorców. Dobrze się czyta ten tom, tak bardzo różny od dzisiaj proponowanych przez globtroterów. Obraz Japonii, jaki przedstawia Donald Richie, przypomina, że materiał na wciągającą opowieść nosi w sobie każdy napotkany człowiek.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,